Jutro będziemy szczęśliwi [recenzja]
By
Unknown
On
16:49
In
z wartościami
ON: Ale z tutyłu kolejnej edycji Przeglądu Nowego Kina Francuskiego nie mogliśmy wybrać nic innego.
Cóż,
ich poczucie humoru skrajnie odbiega od mojego, a gagi skierowane są
zdecydowanie do wąskiej grupy odbiorców poza krajem producenckim.
Choć oczywiście mają swoich miłośników, co zostało mi dobitnie
udowodnione pełną salą na przed premierze i gromkim śmiechem…
Tym samym, gdy zaczęły pojawiać się pierwsze zwiastuny Jutro
będziemy szczęśliwi (fr.
Demain tout commence/
2016 / reż. Hugo Gélin)
byłam sceptyczna.
ON:Zaraz, zaraz chciałaś na to iść!
Wiem,
wiem zaraz mi napiszesz, że chciałam na to iść! Chciałam mimo
sceptycyzmu, gdyż takie jest przecież założenie – poszerzamy
horyzonty filmowe. Koniec tematu,
wracam do meritum... Sytuację
uratowała
jedyna znana mi twarz z obsady
Omar Sy – główna postać i pozytywne skojarzenia z filmem
Nietykalni.
Samuel
to młody, atrakcyjny mężczyzna, który prowadzi – delikatnie
mówiąc – zupełnie beztroskie życie. Pracuje jako „kapitan”
przez malutkie k
niczym łódź,
którą steruje wożąc turystów. Choć opowieści o pracy, jakie
snuje podrywając kolejne przygody
na jedną noc,
sprawiają, że te widzą go niczym wilka morskiego dzielnie
stawiającego czoła falom. Sam
prowadzi więc takie życie jakim go widzą inni – co port, to nowa
miłość. Jedną z takich właśnie przelotnych miłostek jest
Kristin (Clémence
Poésy).
Dziewczyna zjawia się w życiu Samuela po dwunastu miesiącach od
ich spotkania z trzymiesięcznym dzieckiem na rękach… Ich córką
– Glorią. Po czym
tak szybko jak się pojawiła, odjeżdża taksówką za pożyczone od
niego dwadzieścia euro. Szkopuł w tym, że zapomina zabrać bagażu
i… Glorii.

ON: Przez co główny bohater musi przejść przyspieszony kurs dojrzewania. Musi stawić czoło roli ojca, samemu czując się i zachowując jak dziecko.
Pierwsze,
o czym pomyślałam widząc moment, gdy Kristin odjeżdża bez córki
to oczywiście same obelgi skierowane w jej stronę. Jak mogła ją
zostawić?! I to z obcym facetem… Później dotarło do mnie, że
reżyser doskonale wiedział, co robi i idealnie zagrał odbiorcom na
emocjach. Wybrał niesamowicie odważny wątek, tak skrajnie
odbiegający od stereotypów, że to ojcowie są tymi złymi.
ON: Owszem film pod płaszczem opowieści obyczajowej jest na wskroś niepoprawny! W subtelny sposób łamie wiele stereotypów w tym ten o jakim praktycznie nigdy się nie mówi – że to także kobiety bywają bezlitosne i bez skrupułów robią wszystko dla siebie nie licząc się z losem dziecka i ojca.
W
Jutro
będziemy szczęśliwi
matka
wykazuje się zwykłym tchórzostwem, jest taką
kukułeczką,
podrzucającą innym do wychowania swoje potomstwo… Naprawdę
wstyd. Od
momentu porzucenia, przechodzimy do sedna filmu, a więc na ekranie
pojawia się historia trudnego tacierzyństwa, ale pokazanego w
bardzo przyjemny sposób. Film
prawi trochę
o utracie wolności, dotychczasowego życia, trochę
o
ponoszenia odpowiedzialności za drugą osobę i stawaniu
na nogi po załamaniu się życia, które się zna.
Było
kilka
takich momentów, że załamywałam ręce – sceny wyrwane rodem z
Disneya,
tańczenie
synchroniczne do muzyki, skoki, zjazdy i udekorowanie mieszkania
Samuela i Glorii, cukierkowo i bajkowo. Gdzieś to wszystko nie było
realne… a szkoda.
ON: Niby nierealne, ale mi podobał się taki zabieg. Gość, który żył jak chciał i zachowywał się jak rozpieszczony nastolatek wie, że dla dziecka najważniejsze jest to, by było szczęśliwe. Staje się ojcem oczywiście nie bez skazy, ale pod wieloma względami wzorowym. A już na pewno takim, który poświęci wszystko dla córki. Według mnie tak przerysowane mieszkanie w jakim żyli Sam i Gloria jest bardziej wiarygodne niż to, że mężczyzna zmienia swoje przyzwyczajenia o 180 stopni i np. zatrudnia się w banku, przerzuca na picie herbatki i wieczorki spędza w teatrze.
Natomiast
jest to zdecydowanie dobra pozycja
o miłości bezwarunkowej, pokonującej wszelkie trudności. Trochę
na kształt kina familijnego, komedii, może komediodramatu, ale z
wyraźniej zarysowanymi wątkami humorystycznymi.
Rozwój
wypadków utrzymywał mnie w skupieniu przez cały film, choć fabuła
raczej oklepana i można było domyślić się wielu rzeczy nim
zostały tak naprawdę jasno wskazane.
ON: Ładnie nakręcony film o emocjach, rodzinie, problemach. Na pewno nic przełomowego, ale na wieczorny seans jak znalazł.
Nie
wiem po co na siłę wciska się wszędzie wątki homoseksualne, ale
tu również się pojawił...
Jutro
będziemy szczęśliwi
przekazał
wartości i właśnie dla nich samym warto tę pozycje filmową
zaliczyć. Jeżeli macie dzieci – tym bardziej.
średnia ocen ... 6,8
czyli dobre kino!







