Enter your keyword

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film polski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film polski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lipca 2017

Volta [recenzja] [audiorecenzja]

By On 15:21


Wspominaliśmy kiedyś, że jeśli polska produkcja to w ostatnich latach dostajemy albo mocne dramaty, albo płytkie komedie romantyczne.
Ona: Powoli to nasze przeświadczenie, poparte oczywiście latami totalnych gniotów, odchodzi w zapomnienie. Takie filmy jak "Jestem zabójcą" czy "Amok" czy właśnie "Volta" przywracają mi wiarę w umiejętności reżyserskie polaków. Odpukać! Nie chciałabym zapeszać...
Film Volta (2017 r. / reż. Juliusz Machulski) na pierwszy rzut oka jest próbą zmiksowania obu gatunków. 
Reżyser sprytnie postanowił pozbawić stronę kryminalną mroku, a wątki komediowo-romantyczne nie należą do tych przewidywalnych i prostych. Bez wątpienia nawiązując do tematyki filmu, Juliusz Machulski mógł przez lata czuć się królem komedii na rodzimym podwórku. Praktycznie, co film to sukces. Jest twórcą hitów, które bawią przez lata i dostarczają rozrywkę podczas każdego, kolejnego seansu. Przyszedł jednak rok 2004, Machulski wypuścił uznawany przez wielu ekspertów za jego najlepszy film – Vinci. I faktycznie była to wyśmienita komedia kryminalna, po której mistrz postanowił sam się zdetronizować. Przez ponad 10 (!) lat jego filmy nie zbliżyły się nawet do poziomu do jakiego nas przyzwyczaił.

Audiorecenzja, dla tych którzy wolą nas posłuchać!
Ona: Przytaczając przykładowo pseudo horror "Kołysanka"! Porównajcie sobie taki "Ile waży koń trojański?" z kultowymi już pozycjami "Vabank" "Killer" czy "Pieniądze to nie wszystko". Ok! Przyjmuję... Wypalił się na chwilę, potknął, ale wraca na dobre tory. Może jeszcze nie te najwłaściwsze, ale zmierza tam!
Trzeba przyznać, że znajomość Wiki (Olga Bołądź), Agi (Aleksandra Domańska) i jej ochroniarza Jeremiego (Michał Żurawski) zawiązała się w niecodziennych okolicznościach. Ochroniarz, a zarazem kierowca potrąca młodą Wiki pod aresztem. Aga przerażona całym wydarzeniem postanawia odwdzięczyć się nieznajomej proponując jej podwózkę, "gdzie tylko zechce". Poobijana dziewczyna zgadza się na odwiezienie do domu, a właściwie urokliwej kamienicy na rynku w Lublinie. Kamienicy którą odziedziczyła po pradziadku oraz która skrywa wiele sekretów, a także prawdziwych skarbów... O tych ostatnich Jeremi informuje swojego szefa, a zarazem partnera Agi – Brunona Voltę (Andrzej Zieliński). Bruno to obrzydliwie bogaty, ponadprzeciętnie inteligenty, patrzący z góry na społeczeństwo spindoctor. Przygotowuje do wyborów prezydenckich kandydata uwielbianego przez prostych ludzi, lecz niegrzeszącego rozumem – Kazimierza Dolnego (Jacek Braciak). Kiedy orientuje się w możliwości zarobku postanawia za wszelką cenę przejąć skarb od podejrzanej Wiki, jednocześnie pilnując by sprawy kampanii wyborczej szły dobrym torem.
Najnowszy film Juliusza Machulskiego bez dwóch zdań jest próbą powrotu do korzeni. Miała to być komedia kryminalna z wartką akcją i nieprzewidywalnymi zwrotami wydarzeń i można powiedzieć, że zadanie wykonała. Jedno jest pewne seans oglądało się dobrze, momentami zaskakiwał świetnym poczuciem humoru oraz historią, która w sprawny sposób chciała wymanewrować widza jak najdalej od prawdziwych intencji bohaterów.
Ona: Początek mnie nie przejął. Poza wątkiem pobocznym kampanii prezydenckiej, który zasługiwałby nawet na swój własny odrębny film. Nie wiem tylko czy społeczeństwo jest przygotowane na taki kąsliwy żart z mechanizmów i manipulacji tłumem. Oczywiście ten motyw jest do granic przerysowany, a takie teksty jak "Kazimierz Dolny piąty trzonowy" przejdą do slangu na pewien czas. Osobiście znam osoby, które będą to powtarzały za każdym razem, gdy je spotkam przez najbliższych kilka lat! :) Nie rozumiem skrajnie niski ocen Volty, ale wynikają najwyraźniej z uprzedzeń. Czytając komentarze mam wrażenie, że Ci najbardziej pyskaci krytycy obejrzeli co najwyżej zwiastun...
Zabrakło mi w filmie odrobiny więcej, wspomnianej wcześniej akcji. Były długie momenty przestoju, które czasami ratowały sytuacyjne żarty. Cała fabuła była na prawdę ciekawie wymyślona. Pełno było zagadek, niedomówień oraz co najważniejsze – starannie utkanej intrygi!
Ona: Film wita nas sloganem "oparty na faktach" stąd motywy historyczne, których w Volcie sporo były jak dla mnie przekonujące i fascynujące. Planowałam doczytać tego, czego nie dopowiedziano, no ale...
Chyba tylko największy smutas stwierdzi, że film go wynudził. Machulski postanowił w subtelny sposób wyśmiać otaczającą nas rzeczywistość, wrzucając do dialogów aluzje odnośnie życia politycznego czy wad przeciętnych obywateli. Na osobne zdanie zasługują aktorzy tacy jak Zieliński, Żurawski i Braciak, którzy zadbali by wątki humorystyczne bawiły tak jak powinny, tworząc świetny klimat.
Ona: Zieliński jak dla mnie kapitalny. Braciak też! Do teraz nie wiem czemu nie zrobili większych karier. Nie wspominając o Michale Żurawskim, który wpasował się idealnie w rolę "Dychy".
Grzechem byłoby nie podkreślić, krótkiej, acz kapitalnej roli Cezarego Pazury. Komedia kryminalna nie jest najłatwiejszym gatunkiem do wyreżyserowania. Wbrew pozorom poza kilkoma genialnymi produktami dostajemy zazwyczaj głupkowate, nic nie wnoszące produkcje, dlatego zachęcam – doceńmy to co dostaliśmy.
Ona: Powtórzę raz jeszcze – liczę, że był to powrót na dobre tory polskiej komedii. Nie wyszłam z kina zażenowana, uśmiałam się, wkręciłam w historię. Brakowało oczywiście rozmachu typowego dla kina popularnego – zagranicznego, ale ok! Doceniam to, co dostałam.

Było dużo sensacji, intryg, humoru. Warto obejrzeć.

średnia ocen 6,6
czyli... dobre kino!

wtorek, 6 czerwca 2017

Gwiazdy [recenzja] [audiorecenzja]

By On 10:54


Na pierwszy rzut oka wszystko powinno pójść jak spłatka. Przynajmniej jeśli chodzi o wyciągnięcie do kina dwóch połówek płci przeciwnej. Według zwiastunów ona miała dostać historię miłosną opartą na rywalizacji dwóch młodych mężczyzn o względy uroczej blondynki. Natomiast on mógł liczyć na sentymentalne wspomnienia o jednym z polskich piłkarzy, którego kariera przypadła na lata największych sukcesów naszej drużyny narodowej.
Ona: A i tak do kina się jakoś nie mogliśmy wybrać. Obstawiałam, że wątek miłosny jest podstępem, aby kobiety beztrosko pomaszerowały do kina z piłkarsko ześwirowanymi ukochanymi. Jakież było moje zdziwienie, że wręcz odwrotnie!
Mężczyźni mogli wyciągnąć swoją kobietę na film o sporcie wmawiając im, że na ekranie będzie romans, a kobiety w łatwy sposób mogły przekonać swoich partnerów na wypad do kina pod płaszczem opowiadania o piłkarzach, lecz same nastawiały się na historię miłosną. Decyzja o wybraniu się na film "Gwiazdy" (reż. Jan Kidawa-Błoński / 2017 r.) to maiła być klasyczna sytuacja Win Win!
Ona: Nie jestem przekonana czy ktokolwiek był tu na wygranej pozycji.


Audiorecenzja dla tych, którzy wolą nas posłuchać 😏


Jan Banaś (Mateusz Kościukiewicz) urodził się w Berlinie w czasach drugiej wojny światowej. Jego ojcem był żołnierz hitlerowskiej armii oraz... piłkarz reprezentacji Niemiec. To po nim młody Jaś (a właściwie Hans, gdyż z takim imieniem się urodził) odziedziczył miłość do piłki nożnej. Młody chłopiec dorastał na Śląsku ze swoją matką Anną (Magdalena Cielecka) oraz dwójką najlepszych przyjaciół – Ginterem (Sebastian Fabijański) oraz Marleną (Karolina Szymczak), która z czasem została jego przyrodnia siostrą. Życie obu chłopców, a w przyszłości nastolatków i dojrzałych mężczyzn kręciło się zawsze w okół piłki nożnej, oraz właśnie Marleny.
Ona: Marlena na tej sytuacji korzystała jak mogła choć bardziej ciągnęło ją do Jaśka. Taka zakazana miłość smakuje ponoć najlepiej.
Obaj rywalizowali na boiskach ligowych o zwycięstwa w meczach, oraz o względy urodziwej blondynki poza stadionem. Poznajemy burzliwe losy ich przyjaźni, serie złych wyborów, które doprowadzają do ludzkich dramatów, a wszystko z zawiłym światem PRLowskiej piłki nożnej w tle.
Zaczynając od początku trzeba być uczciwym i zaznaczyć, że nie był to film o życiu Jana Banasia.
Ona: O czym dowiedziałam się dzisiaj, gdy mój ON przygotowywał się do napisania tej recenzji. Wcześniej byłam święcie przekonana, że obejrzałam bliską rzeczywistości opowieść o realnej osobie. Słusznym wydawało mi się jej zekranizowanie, gdyż cała historia jest jak rodem z Hollywood – miłość do przyrodniej siostry, intrygi sportowe, ojciec hitlerowiec odnajduje się niespodziewanie za granicą jako agent sportowy i prowadzi syna ku zwycięstwu. Niestety – wszystkie wątki prywatne zawarte w tym filmie, które jako takie – realne, zrobiły na mnie piorunujące wrażenie to zwykła fantazja scenarzysty. Dobra, skomplikowana, ale nadal pozostająca tylko fantazja.
Nazwanie filmu "Gwiazdy" biografią byłoby wprost okłamaniem widza i czytających tę recenzję. W całej produkcji prawdziwych było jedynie kilka wątku, w dodatku stricte piłkarskich. Nie chcę psuć zabawy podczas oglądania, dlatego nie wymienię nieścisłości, aby nie spojlerować. Jednak bez skrupułów napiszę, że niemal wszystkie wątki obyczajowe były fikcją reżysera.
Teraz przechodząc do sedna, czyli wrażeń z filmu jako takiego, przyjmując że bohaterem jest postać fikcyjna to... niestety przyznam, że czułem niedosyt po seansie. Niby było w nim to co musi być. Zawiłe wątki miłosne, intrygi, zdrady. Do tego mocno rozbudowane historie wszystkich bohaterów. Wszystko potrafiło przykuć uwagę, ale nic nie wzbudziło we mnie podziwu.
Ona: Podejrzewam Kochany, że nastawiałeś się na coś zupełnie innego. Liczyłeś na dobrze zrealizowany film sportowy na miarę zagranicznych produkcji. Podejrzewam, że większa ilość scen typowo piłkarskich, gry na boisku i newsów z szatni uratowałaby ten film w Twoich oczach. Tymczasem do czynienia mamy z ... dramatem obyczajowym? To chyba lepsze określenie niż film sportowy, bo fakt faktem, że sportu nie było wiele. Jak dla mnie to dużo lepsza opcja, ale wiadomo – jestem kobietą.
Same wątki piłkarskie także pozostawiały wiele do życzenia. Obejrzałem mnóstwo filmów sportowych (swoją drogą musimy nadrobić braki w tej kategorii na naszym blogu!) i wszystkie, które traktowały o swojej dyscyplinie sportu starały się wprowadzić realistyczny klimat. Tutaj tego zabrakło. Ewidentnie twórcy nie mieli pomysłu na wkomponowanie meczów w ogólną historię, kadry z pojedynków piłkarskich wyglądały sztucznie, jako kibic w ogóle się nie wczułem.
Ona: Jako laikowi w temacie w ogóle mi nie przeszkadzały. Pamiętasz jak Ci powiedziałam po seansie, że myślałam przez cały film, że dobrze się bawisz? No właśnie. Widziałam te wstawki, te stare mecze, te wszystkie stylizowane sceny i myślałam oho! On na pewno dobrze się bawi. Stąd mój wniosek, że na Gwiazdach lepiej odnajdą się ludzie, którzy oglądają piłkę nożną tylko raz od święta lub wcale.
No może poza urywakami nagrań z legendarnym komentatorem Janem Ciszewskim, którego głos słyszeliśmy podczas opowiadania losów naszej kadry i drużyn klubowych w Europie. Czy można zatem powiedzieć, że był to film o piłce nożnej? Jeśli oceniałbym pod tym kątem to napisałbym, że marnym. Ogólny rozrachunek ratują wątki obyczajowe. Niestety tak jak wspomniałem wcześniej, nie były one wybitne, ale podnoszą ocenę całej produkcji do średniej. Nie wynudziłem się na seansie, ale spodziewałem się czegoś lepszego. Średniak, do obejrzenia raz, ale tylko jeśli akurat nie mamy nic lepszego do roboty.

Ona: Nie mogę się zgodzić. Film solidny. Dobrze wpasowany w klimaty PRLu. Gra aktorska na wysokim poziomie jeżeli o polskie kino chodzi. Główny bohater może delikatnie irytujący, ale taki już ma styl grania. Kino z wątkami historycznymi, dobrze osadzone, dobrze zrealizowane. Naprawdę spodziewałam się większej klapy na wielu polach... Może dlatego tak wysoko go teraz oceniam, bo spisałam na straty zawczasu? Nie wiem, ale polecam Wam sprawdzić osobiście.

średnia ocen 5,4
czyli... można obejrzeć

sobota, 18 marca 2017

Wyklęty [recenzja]

By On 20:29



"Ponieważ żyli prawem wilka, historia o nich głucho milczy, pozostał po nich w kopnym śniegu, ich gniew, ich rozpacz i ślad wilczy" – tak kończy się piękny wiersz Zbigniewa Herberta o naszych bohaterach narodowych, którzy poświęcając wszystko walczyli o wolną niepodległą Polskę. Pamięć o Żołnierzach Wyklętych powinna żyć w każdym komu zależy na naszym kraju. Byli zwykłymi ludźmi z krwi i kości, a jednocześnie najodważniejszymi bohaterami powojennej Polski. Niezłomnymi żołnierzami, którzy byli gotowi oddać życie za kraj przodków oraz przyszłych pokoleń. Prześladowani przez służby ubeckie za swoich czasów, szkalowani po śmierci, aż po dzień dzisiejszy przez wiele instytucji i pseudo autorytety. Wielcy, młodzi chłopcy i dziewczęta – bo takich też nie brakowało. Cześć Wam i Chwała! Historia o Was nie zapomni! Film "Wyklęty" (2017, reż. Konrad Łęcki) jest przejmującym obrazem realiów stalinowskiego terroru wobec żołnierzy Armii Krajowej oraz ich rodzin
ONA: Mocny wstęp...
Historia głównego bohatera Franciszka "Lolo" Józefczyka inspirowana jest życiem ostatniego z wyklętych – Józefa "Lalka" Franczaka. Cała produkcja opierała się na wspomnieniach jego, jego towarzyszy broni, oraz dokumentach IPN, a prawie wszystkie wydarzenia faktycznie miały miejsce
ONA: Nawet jeżeli nie wszystkie, a zaledwie część – to i tak jest to historia smutna. Napawająca zadumą. Chociażby sam fakt ukrywania się po lasach, stale pod obserwacją, niemal jak zwierzyna łowna...
Reżyser skupiał się na życiu głównego bohatera, starając się przekazać nam jak najwięcej emocji jakie towarzyszyły "Lolo". Byliśmy świadkami terroru, samotności, ogólnej beznadziejności sytuacji w jakiej znajdował się Franciszek. Co warte zauważenia film nie był swoistą laurką w stronę Żołnierzy Polski Podziemnej, ukazując ich prawdziwe, ludzkie słabości
ONA: Obawiałam się, że "Wyklęty" będzie filmem pod tezę – udowadniającym wszystkim niedowiarkom, że wyklęci byli czyści od grzechów i działali zgodnie z ideologicznym zaangażowaniem tylko według zasad fair play. Jednak nie – prócz tej wersji prawdy, pokazana została również ich negatywna strona. Ludzie są tylko ludźmi.
"Wyklęty" na pewno nie gloryfikował oddziałów ŻW, lecz rzetelnie pokazywał ich sytuacje. Nie było przesadnego patosu i bohaterstwa, lecz emocje, które doprowadzały człowieka do refleksji. Widzieliśmy zarówno problemy głównego bohatera, sytuacje jego rodziny, przyjaciół jak i bezwględną, nieludzką twarz komunistycznych zbrodniarzy, a na dodatek stosunek ludności cywilnej wobec polskiej partyzantki.
ONA: czyli tak naprawdę cały kalejdoskop emocji różnego typu. Od szczerej chęci pomocy, przez strach i zawiść. O emocjach w tym filmie można długo i dosadnie. To jeden z dużych plusów produkcji.
Film o takiej tematyce nie przyciągnie największych gwiazd polskiego kina.
ONA: Bo jest zbyt kontrowersyjny i gorący medialnie!
Nie jest to bynajmniej zarzut, mniej znani aktorzy zagrali na co najmniej przyzwoitym poziomie, nie biła od nich sztuczność. Podczas oglądania produkcji miałem wrażenie, że oglądamy historię prawdziwych ludzi, nakręconą "z boku". Pozostając przy zdjęciach zrobiły na mnie wrażenie swoją prostotą – idealnie pasując do tematu. Ponadto bardzo ciekawym pomysłem okazała się koncepcja skakania w czasie. Raz reżyser przenosił nas do roku 1947, raz do 1945, a jeszcze innym do czasów współczesnych.
ONA: Nie mniej jednak, co muszę dodać – film po szokującej przemowie stanowiącej początek, opadł na sile. Momentami był po prostu nudny fabularnie. Brakowało wypełniających całość dialogów. Albo działo się dużo, albo nic.
Dla mnie osobiście jest to najtrudniejsza z recenzji. Film traktuje o bardzo ważnych dla mnie postaciach, jakimi są Żołnierze Wyklęci. Obawiałem się, że nakręcony będzie pod tezę, na szczęście okazał się na prawdę rzetelnie oddanym obrazem realiów powojennej Polski. O polskich patriotach mógłbym rozmawiać godzinami. Napawam się dumą wiedząc o ich bohaterskich akcjach, potrafię przyznać, gdy wiem, że postępowali niesłusznie. Każdemu polecam ten film, tym którzy szanują naszą historię i naszych bohaterów oraz tym, którzy z jakichkolwiek powodów uważają antykomunistyczne podziemie za bandytów.
ONA: Obojętnie jakie masz zdanie na ich temat, ten film pozwoli na jego umocnienie. Z kolei jeżeli Ty pozwolisz "Wyklętemu" pokazać sobie inną wersję Twojej prawdy, zyskasz coś więcej niż kolejny film na swoim koncie. Bylebyś tylko chciał obejrzeć z otwartym umysłem. Jeżeli nigdy nie słyszałeś o wyklętych – dostaniesz dobre wprowadzenie.
Ironią losu jest to, że takie osoby wpisują się idealnie w niosącą śmierć komunistyczną linię propagandową i z ciepłych foteli, sprzed telewizorów ślą osądy wobec osób poświęcających swoje życie dla wolnej Polski. Wszystkich skłoni do przemyśleń.
ONA: Mocny wstęp, mocny koniec. Zdecydowanie dramat wojenny. Nie idź z dzieckiem, film nie bez powodów ma ograniczenia wiekowe. Nie ciągnij też na siłę nikogo – tematyka jest ciężka, przygnębiająca. Warto obejrzeć z własnej woli lub wcale.
średnia ocen 7,5
czyli... dobre kino 

niedziela, 5 marca 2017

Maria Skłodowska-Curie [recenzja]

By On 20:57
Nudny. Aczkolwiek w tej swojej nudności w jakiś nieokreślony sposób uroczy. "Maria Skłodowska-Curie" (reż. Marie Noelle /2016) to dramatyczny film biograficzny. Postaci Madame Curie raczej nikomu przedstawiać nie trzeba, ale już osiągnięć i nagród w szerszej perspektywie trudno szukać w podstawie programowej kraju, z którego pochodziła. Przykre - to nawet za mało powiedziane. Oczywistym jest, że ją znamy, ale kto niezwiązany oczywiście z fizyką jest w stanie dopasować do niej zdanie "pierwsze kobieta podwójnie uhonorowana nagrodą Nobla"? Cóż, albo solidnie wagarowałam, gdy przerabialiśmy jej sylwetkę, albo zwyczajnie nikt tej wiedzy nie przekazuje w odpowiedni i wyczerpujący sposób. Przecież powinniśmy być dumni i dumę przekazywać kolejnym pokoleniom. Film "Maria Skłodowska-Curie" to tak naprawdę zaledwie wstęp do rozpoczęcia poszukiwań na własną rękę na temat noblistki, skutecznie skłaniający do doczytania "tego i owego". Taki był chyba zamysł, film ewidentnie "skrojony" pod festiwale filmowe, nie dla szerszej widowni. Jakoś tak określenie "kinowy" mi do niego nie pasuje. [ON: Taki film był potrzebny z jednego prostego powodu. Zbyt dużo w naszym kraju mówi się o ludziach o niejasnej opinii, a za mało o wielkich Polkach i Polakach. Wbrew temu co się wmawia na łamach wielu mediów mamy czym i powinniśmy się szczycić, naszą historią w tym bohaterami sprzed lat. Mieliśmy wspaniałe postaci w historii Polski, a jedną z takich osób jest niesamowita postać Marii Skłodowskiej-Curie.]

niedziela, 26 lutego 2017

Porady na zdrady [recenzja]

By On 19:24
W ciągu pierwszych dziesięciu minut przekonujemy się, że faceci to dranie. Dwie główne bohaterki (Magdalena Lamparska, Anna Dereszowska) zdradzone zostają dzień po dniu (swoją drogą, Ci faceci to nie tylko dranie, ale też półgłówki, gdyż zamiast zdradzać "w ukryciu" wolą obcałowywać się z kochankami na widoku, w biały dzień, wśród ludzi, we własnej firmie... dajcie spokój).


Zostając skrzywdzonymi przez los singielkami wpadają na genialny pomysł biznesowy, a mianowicie postanawiają być testerkami wierności. Kobiety mają im płacić za to, że podpuszczą seksualnie ich mężów, narzeczonych i chłopaków ("niewybrednymi" akcjami, które w realnym świecie nie miałyby szans zadziałać nawet na największego podrywacza), zrobią fotki i voila! Pomysł jak pomysł, ale okazuję się, że ma wzięcie, a zlecenia sypią się jak z rękawa.
Póki co nie najgorzej to brzmi, ale... No właśnie. Niestety "ale" jest dość znaczące i spowodowało moje przedwczesne wyjście z kina. "Porady na zdrady" są typową (typową!) polską komedyjką romantyczną. Ponieważ typową to zdecydowanie nie komplement "Porady na zdrady" rozczarowują po całości. Rozpoczynając od fabuły, która pozostawia wiele do życzenia - stereotypowo facet to świnia, a kobieta to mała, skrzywdzona owieczka mająca jednocześnie w sobie na tyle siły, żeby podrywać na zlecenie (ciekawe dlaczego nie miała w sobie siły, żeby podejść i walnąć w pusty łeb narzeczonemu, który zamiast na ślub pojechał się migdalić z koleżanką z pracy? niespójność aż bije po oczach, albo jesteś silna albo nie, zdecyduj się). Poprzez niskich lotów dialogi, aż do gry aktorskiej... Usilnie wierzę (być może naiwnie), że ktoś kto zrobił jako taką karierę serialowo-filmową powinien umieć grać, a komedię romantyczne nie są kinem wybitnym i wymagającym warsztatowo. W "Porady na zdrady" główny bohater - Maciej (Mikołaj Roznerski) potrafi zrobić jedną minę, którą widziałam już wcześniej w jego wykonaniu w serialu Singielka (aktor jednej miny?), a o jakiejkolwiek modulacji głosem zapomnijmy. Zdradzona Kalina (Magdalena Lamparska) wygłasza swoje kwestię w formie zdań wykrzyknikowych, sylabując słowa. Reszta obsady jest po prostu nijaka.

środa, 22 lutego 2017

Konwój [recenzja]

By On 22:31
Po raz drugi w krótkim czasie przyszło mi ocenić polską produkcję. Nigdy nie miałem uprzedzeń względem naszych rodzimych twórców, a jeśli coś krytykowałem to nie robiłem tego "z automatu" tylko będąc czymś faktycznie rozczarowany. I właśnie rozczarowaniem nazwę film "Konwój". [ONA: jestem zdecydowanie mniej wyrozumiała... czasem widząc obsadę filmu już wiem, a przynajmniej wydaje mi się, że wiem, jaki to będzie film i mogę oceniać w ciemno. Nie mówię, że to dobrze :)]



Na pierwszy rzut oka wszystko mogłoby wydawać się świetnie przemyślane [ONA: magiczne "mogłoby"...]. Czołowi polscy aktorzy – Janusz Gajos, Robert Więckiewicz, Ireneusz Czop, Jarosław Boberek [ONA: on też?!] i wielu innych, którzy wyróżniali się w poprzednich produkcjach. Film osadzony w świecie bardzo hermetycznym jakim jest wiezienie oraz specyficznych realiach pracy strażników więziennych. Całość pokazana w klimacie ciężkim i przygnębiającym [ONA: ciemne ujęcia, mroczne sceny, czasem brutalne -dające po oczach].
Początek zaciekawia [ONA: robiąc nadzieję...], reżyser pokazuje nam zagadkę dotyczącą jednego z osadzonych, który zalazł za skórę (z niewiadomych przyczyn...) naczelnikowi więzienia. Naczelnik wraz z pomocą części załogi konwoju postanawia dać więźniowi o nazwisku Kulesza, srogą nauczkę. Pechowo [ONA: czy aby na pewno?] nie wszystkim członkom konwoju pomysł samosądu przypada do gustu.
Już zwiastun wskazuje, że w świecie filmu "Konwój" pracownicy więzienia na własną rękę wymierzają sprawiedliwość najpodlejszym więziennym typom. Film pokazuje bezbronnych, często nękanych osadzonych, którym funkcjonariusze więzienni mogą zrobić dosłownie wszystko bez ponoszenia konsekwencji [ONA: przynajmniej w swoim mniemaniu bez konsekwencji]. Wszystko ładnie można sprzedać, zwłaszcza że niewiele osób w naszym kraju zna prawdziwe realia więziennego świata.


poniedziałek, 20 lutego 2017

Sztuka kochania - historia Michaliny Wisłockiej [recenzja]

By On 19:17






Historia trochę patetyczna, trochę feministyczna, minimalnie wyzwolona… ale przyjemna w odbiorze. Tak w jednym zdaniu określiłabym film „Sztuka kochania – historia Michaliny Wisłockiej”, gdybym musiała się streszczać. Na szczęście miejsca mi nikt nie wydziela, a ja mogę podzielić się z Wami czymś więcej na ten temat. Trochę odkładaliśmy decyzję o pójściu na ten film, głównie dlatego (do czego przyznać się wypada) polska kinematografia kojarzy mi się z filmami pokroju „Kac Wawa”, czyli nie najlepiej. Staram się przełamywać uprzedzenia, w czym nie pomagają mi coraz to nowsze produkcje. To trochę jak walenie głową w mur, nie wiesz po co walisz, bo głową muru nie przebijesz, ale robisz to dalej – tak samo i ja, chodzę wciąż na polskie filmy, nie wiem po co, bo niewiele się w ich jakości zmienia. Nie zmieniało – poprawka, bo „Sztuka kochania – historia Michaliny Wisłockiej” mnie urzekła.
ON: Kochanie przypominam jak bardzo pozytywnie zaskoczona byłaś po chociażby takich filmach jak „Sługi Boże”, lub „Jestem mordercą” :) ale faktycznie, uprzedzenie do polskich filmów w jakimś stopniu funkcjonuje. Niestety :)
Miłośników filmów akcji, efektów specjalnych zapraszam do innej sekcji i gatunków, bo nie fantazja ani sposób nakręcenia tu urzeka. Tylko tytułowa historia. Nim przejdę dalej chciałabym wyraźnie zaznaczyć, że feministką nie jestem, nigdy nie byłam i wątpię żeby kiedykolwiek feministyczne poglądy były mi bliskie, stąd nie rozpatruję tego filmu w tych kategoriach. Nie ukrywam jednak, iż fakt, że jestem kobietą może sprawiać, iż pozytywniej oceniam film, w których główną bohaterką jest również kobieta i to kobieta walcząca o własne przekonania! Krótko i bez spoilerów o samym scenariuszu, który napisało życie. Michalina Wisłocka, to (niespodziewanie) nielubiąca seksu kobieta, która żyje w nieformalnym trzyosobowym związku. Stawia przede wszystkim na więź emocjonalną z partnerem (Stachem – mężem). Wszystko zaczyna wywracać się do góry nogami, gdy stawiając na karierę akademicką i rozwój badań w typowo kobiecym aspekcie, jej związek się kruszy… Michalina przechodzi transformację „seksopoglądową”, walczy z systemem blokującym rozwój wiedzy seksualnej wśród ludności, zaskakuje i fatalnie się ubiera (pałając niezrozumiała miłością do zasłonek).
ON: Nie dziwi mnie fakt, że film był sfeminizowany, choć nie irytowało to mnie jako widza aż tak bardzo. Irytująca w całym filmie była moim zdaniem pochwała dla dosłownie głupich decyzji głównej bohaterki. Historia tej kobiety faktycznie była świetna, pani Michalina miała naprawdę zwariowane i ciekawe życie, jednak w filmie była pokazana „jako silna, niezależna kobieta”, której cały świat daje popalić. Niestety filmowa Wisłocka bohatersko radziła sobie z problemami, które sama w większym lub mniejszym stopniu na siebie zsyłała.
Urzekła mnie kreacja odtwórczyni głównej roli – Magdaleny Boczarskiej. Odważne sceny seksu.
ON: Według mnie sceny seksu były momentami wręcz niesmaczne, wiedziałem że jest to film o seksie, jednak takie sceny w kinie zazwyczaj stara się sprowadzić do namiętności, ja natomiast momentami czułem się jak na wstępie zwykłego porno.

… uśmiech i optymizm postaci – to wszystko znajdziecie w „Sztuka kochania – historia Michaliny Wisłockiej”. Znajdziecie też wspomnienie wojny i jej realia, nie do końca moralne postępowania, które z łatwością przychodzą bohaterom. Postaci nie są jednobarwne, dialogi przykuwają uwagę. Historia prosta, na miłe, niewymagające popołudnie. Z drugą połówką, bo porusza ważne dla par aspekty orgazmu oraz wagi życia intymnego w udanym związku. Może kogoś to skłoni to szczerej rozmowy z partnerem – kto wie? Jeżeli Twój facet nie chce tego z Tobą obejrzeć – obejrzyj sama.



ŚREDNIA OCEN 6,5

CZYLI… ZACIEKAWIŁ !


KRYTERIUM OCENY
ONA
ON
FABUŁA
DIALOGI – GRA AKTORSKA
REALIZACJA POMYSŁU
POD KĄTEM GATUNKU
PRZYJEMNOŚĆ Z OGLĄDANIA
PLUSY


+ osadzenie opowieści w realiach czasów
+ pozytywna energia
+gra aktorska


+ ciekawie oddany klimat tamtych czasów
+ gra aktorska głównych
+ ciekawa historia głównej bohaterki
MINUSY


- patetyczność


- zbyt nachalne sceny seksu
- pochwała złych decyzji
- nie w pełni wykorzystany potencjał historii

Ukryte Piękno

Ukryte Piękno
recenzja

__

About me

Wszystkie filmy oceniamy w 5 kategoriach:

1- fabuła
2- dialogi/gra aktorska
3- fabuła/ realizacja
4- pod kątem gatunku
5- przyjemność z oglądania

w niezmiennej dziesięciostopniowej skali:

skala

opis

1

Nigdy w życiu!

2

Szkoda tracić czas...

3

W ostateczności

4

Na siłę

5

Można obejrzeć

6

Zaciekawił

7

Dobre kino

8

Prawie idealny

9

Wybitny

10

MAJSTERSZTYK!!


Odwiedziliście nas już

Zblogowani

zBLOGowani.pl