Enter your keyword

niedziela, 28 maja 2017

FILMowe must watch - 5 filmów dla NIEJ i dla NIEGO [zestawienie]

By On 20:21
Z okazji naszego pięćdziesiątego wpisu
Ona: Ale zleciało!!!! 💙 
na blogu przygotowaliśmy dla Was coś wyjątkowego. Tym razem będą to dwa rankingi filmów. Przygotowaliśmy osobne listy bez żadnych dygresji! Całkowicie niezależne od siebie.
Ona: Choć kusiło, aby skomentować...
Ona przygotowała 5 filmów trafiających w gust Pań, a On ranking 5 filmów, które spodobają się Panom. Oba zestawienia opierają się na filmach, które już opisaliśmy. 
Ona: Jeżeli któryś Was zainteresuje, wystarczy kliknąć, a magiczny system przeniesie Was do recenzji! Takie to proste.
Tak więc przyjemnej lektury!



FILMowe must watch DLA PANÓW
FILMowe must watch DLA PAŃ

1

Przełęcz Ocalonych (klik!)


Na szczycie mojej listy znajduje się film "Przełęcz Ocalonych". Jest to wyjątkowy film o losie amerykańskich żołnierzy na azjatyckim froncie II WŚ. Opowiada on prawdziwą historię Desmonda Dossa. Film opowiada o odwadze oraz gotowości do największych poświęceń, byle żyć zgodnie ze swymi przekonaniami. Do tego okrutny obraz wojny wbija się w pamięć i daje do myślenia. Wart obejrzenia przez każdego faceta!

1

Jutro będziemy szczęśliwi (klik!)



Zdecydowanie mocna pozycja o miłości bezwarunkowej, pokonującej wszelkie trudności. Trochę na kształt kina familijnego, komedii, może komediodramatu, ale z wyraźniej zarysowanymi wątkami humorystycznymi. Dodatkowo zupełnie uroczo przedstawiona relacja tata-córka, a jest to coś na co my kobiety lubimy patrzeć. Trochę wyciskacz łez.

2

Dziewczyna z tatuażem (klik!)



Jest to mroczny kryminał mistrza tego gatunku Davida Finchera. Jeden z najbardziej klimatycznych thrillerów jakie widziałem. Mocny, wbijający w fotel i trzymający w napięciu do ostatniej sceny. "Dziewczyna z tatuażem" to gwarancja świetnie spędzonego czasu podczas seansu!

2

Ukryte Piękno (klik!)


Sentymentalny wyciskacz łez. Brak w nim wartkiej akcji, scenariusz opiera się na trudnych relacjach ludzkich, bólu i odnajdywaniu siebie. Jak odnaleźć siebie i innych na ścieżce prowadzącej donikąd? Jak podnieść się z dna po utracie... Idealna opcja na seans z przyjaciółkami, toną popcornu i kilkoma opakowaniami chusteczek.

3

Split (klik!)


Mocny thriller psychologiczny, gdzie napięcie unosi się w powietrzu przez cały seans. Niezrównoważony psychicznie mężczyzna porywa trzy nastolatki. Dramat porwanych jak i samego porywacza, który walczy ze swoimi mnogimi osobowościami kryjącymi się w jego głowie. Szokująca i dla wielu kontrowersyjna końcówka dodaje filmowi "Split" niezapomnianego klimatu.

3

Sprzymierzeni (klik!)


Miłość w okowach wojny i szpiegostwa. Walka o rodzinę, uczucie i namiętność wśród bomb i wszechogarniającej podejrzliwości. Wszystko, co rozczula, przejmuje i urzeka kobiece serca, a na dodatek Brad Pitt szalejący z miłości pośrodku pustyni... Brać i się nie zastanawiać drogie Panie.

4

Gold (klik!)


Film który przypadnie do gusty chyba jedynie facetom. Opowiada on o niezbyt przystojnym, nieokrzesanym mężczyźnie, który jest w stanie poświęcić wszystko by spełnić swój cel. "Gold" opowiada o męskich marzeniach, wielkiej dumie, rozdmuchanym ego. Jestem pewien, że ze wszystkich wad i zalet głównego bohatera, każdy z nas mógłby dopasować coś do siebie. Na pewno nie jest to arcydzieło, ale warto obejrzeć chociaż raz.

4

Sztuka Kochania – Historia Michaliny Wisłockiej (klik!)



Historia prosta, na miłe, niewymagające popołudnie. Z drugą połówką, bo porusza ważne dla par aspekty orgazmu oraz wagi życia intymnego w udanym związku. Może kogoś to skłoni to szczerej rozmowy z partnerem – kto wie? Jeżeli Twój facet nie chce tego z Tobą obejrzeć – obejrzyj sama. Koniecznie.

5

Wyklęty (klik!)


Na końcu mojej listy, ale na pewno nie najgorszy. Film "Wyklęty" to z pewnością dla wielu produkcja niewygodna. Abstrahując jednak od współczesnej polityki, opowiada on ważną historię jednego z przedstawicieli polskiego podziemia antykomunistycznego. Tytułowy bohater był częścią grupy wspaniałych mężczyzn, których historię powinien znać każdy Polak. Pozycja obowiązkowa dla szanujących naszą historię i polskich bohaterów.

5

Piękna i Bestia (klik!)


Miłe wspomnienie z dzieciństwa, gdy każda z nas chciała być księżniczką i ubóstwiała bajki Disneya. Nieśmiertelna historia Belli w odświeżonym wydaniu. Sentymentalna podróż wraz z urzekającymi piosenkami, pełna pozytywnej energii, magii kolorów i akcji.

Dodatkowo pozycje Ukryte Piękno, Dziewczyna z Tatuażem, Split, Sprzymierzeni dostępne są w opcji wypożyczenia, bez abonamentu i w świetnej jakości na stronie Chili.tv

sobota, 27 maja 2017

Wielki Mur [recenzja]

By On 23:05




Matt Damon to wyznacznik wysokiego poziomu kunsztu sztuki aktorskiej. Przynajmniej tak się ogólnie przyjęło, a podejrzewam, że zawdzięcza to takim filmowym pozycjom jak seria Bourne, seria Ocean's i świeżutki jeszcze Marsjanin. Wyższa półka gwiazd Hollywood, rozpoznawalna twarz, milionowe gaże. Jednakże od pewnego czasu grywa w mniej kultowych produkcjach, nie podnosząc ich poziomu swoją osobą.
ON: Jednak ja, co by to nie było, zawsze lubię graną przez niego postać. Nawet jeśli film ma braki to Damon jest żywym dowodem na to, że tylko jeden aktor potrafi podnieść ocenę danego filmu.
Sama już nie wiem czy to wina wieku (46 l.) – choć wątpię, czy trefnych wyborów samego Damona… „Wielki Mur” (ang. The Geat Wall/ 2016 / reż. Yimou Zhang) to jeden z filmów, które stoją na pograniczu – gdzieś pomiędzy Marsjaninem, a Władcami Umysłów czy Kupiliśmy zoo. Tak jak lubię oglądać Matta na ekranie tak z dzisiejszą recenzją mam kłopot.
ON: Akurat sam Damon nie zagrał źle. Jedynym problemem była niedopracowana fabuła wokół jego postaci. Myślę, że wycisnął maksimum z tego, co dostał do zagrania.
Chcąc być obiektywną na tyle na ile pozwala mi na to forma tekstu powinnam odradzić Wam seans, ale… czasem warto poszukać pozytywów.
William (Matt Damon) i Tovar (Pedro Pascal) to rzezimieszki i najemnicy. Przemierzają połacie terenów głównie w celach zarobkowych i nie są to zajęcia powszechnie uznawane za chwalebne. Do Chin trafiają za sprawą black powder czyli czarnego prochu mówiąc po naszemu. Mityczny środek wybuchowy ma dla nich wielki potencjał finansowy i jest jednocześnie celem samym w sobie. Gonieni przez miejscowe, górskie plemiona, które nie kryją się ze swoimi złymi zamiarami natrafiają na Wielki Chiński Mur. Rzecz jasna ciężko na niego nie natrafić…
ON: Oni jednak co ciekawe, jak na takich obieżyświatów i łowców plotek wszelakich nie słyszeli o samym Wielkim Murze…
Oczywiście nim tam docierają, reżyser serwuje widzom małą zapowiedź tego przed czym ów murek chroni wielką chińską cywilizację. Jest tam bowiem ze szczególnego, czterołapnego i zielonego powodu. Na nieszczęście Williama i Tovara Bezimienny Zakon – mający swoją siedzibę na murze, przygotowuje się właśnie do kolejnej walki z przybyłym z kosmosu wrogiem. Owym zielonym powodem. Tao Tie – bezwzględne istoty, przybywają raz na sześćdziesiąt lat, aby poprzez pożarcie wszystkiego, co się rusza akurat w zasięgu ich wzroku, przypomnieć światu, że chciwość jest zła, a za błędy innych płacą zwykle niewinni i otumanieni.
Przygotowując się do seansu Wielkiego Muru należy mieć świadomość, że jest to produkcja chińsko-amerykańska stąd przez większość czasu będziemy mieć do czynienia z chińskimi dialogami. Nie każdemu to odpowiada – mi przykładowo trochę mieszało w głowie, nie mogłam się skupić. Wyjątkowo lepszą opcją w tym przypadku, jak dla mnie, byłby lektor. Nie mniej jednak chińska obsada, język i cała otoczka uwiarygadniały zamysł fabuły, a fabuła oparta jest na osadzonym w kulturze motywie Tao Tie czyli „pożeraczy”.

ON: Chiny po raz kolejny miały ambicje zrobić światowy hit kinowy. Wykorzystali znane twarze z Hollywood, swoje mitologiczne legendy oraz wielomilionowy budżet by zachwycić widzów. Niestety okazało się, że ten chiński film, podobnie jak wiele chińskich produktów jest niskiej jakości..
Bez skutku szukałam w czeluściach Internetu bardziej rozbudowanego artykułu na ten temat znajdując jedynie wzmianki. Nie wiem, czy koncepcja obrony muru i jego przeznaczenia jest jednie fikcją reżysera czy została zaczerpnięta z mitów. Dużym plusem byłaby opcja druga, ale nie jest to nigdzie potwierdzone – nigdzie w zrozumiałym dla mnie języku.
ON: Nie ukrywam, że jak na miłośnika wszelkich mitów i legend o samych historiach ze starożytynych Chin wiem niewiele. Mnie ten wątek istnienia Wielkiego Muru przekonał. Historia z mitologii chińskiej czy nie, to pomysłem reżyser na pewno chwycił mnie mocno za rękę, bym obejrzał film z zainteresowaniem.
Stąd skupiając się na tym fikcyjnym wymiarze muszę stwierdzić, iż Wielki Mur to produkcja przyprawiająca mnie o recenzencki ból głowy. Tak wielu czynników składających się na miano dobrego kina, mi w niej zabrakło. Zaczynając od animacji Tao Tei, która przypominała kiepskie gry komputerowe z początków lat 90tych, poprzez ujęcia biegających Chińczyków – wte i wewte, na oderwaniu od realizmu – przyjeżdża dwóch obcych na koniach, a Zakon Bezimiennych przyjmuje ich z otwartymi ramionami, powierza sekrety, daje broń, pozwala walczyć... kończąc, ten film nie wbił w fotel. Podejrzewam, że nakład finansowy był ogromny, scenariusz dopracowany fabularnie, a na realizację i tempo akcji zabrakło szczęścia przy wyborze osób odpowiedzialnych i trochę obsady. Kilka ciekawych ujęć, mniej efektów specjalnych i zupełny brak możliwości wychwycenia kierujących bohaterami pobudek, a właściwie pobudek kierujących do zmiany zachowań, które zostały jasno nakreślone. Dialogi nie powalały, a pokazywanie idealnej synchronizacji i perfekcjonizmu chińskiej części ekipy – bicie w bębny, walka, marsz itp.itd, to nie to, na co chcemy patrzeć przez cały film.
ON: Niestety wypunktowałaś wszystkie słabe punkty tego filmu. Aż biło po oczach jak tej legendarnej chińskiej precyzji zabrakło przy szczegółach fabuły lub dopracowaniu efektów specjalnych. Sądzę, że naprawdę niewielkim nakładem pracy można było zrobić z „Wielkiego Muru” film solidny, który wszedłby do kanonu podobnych sobie.
Pozytywem, którego szukałam od początku była i pozostała samakoncepcja. Wielki Mur to film w głównej mierze skierowany do widza nie wymagającego od tego, co ogląda niczego prócz … No właśnie czego? Ciężko zmuszać kogokolwiek do oglądania produkcji dla samej jej koncepcji, marnie zrealizowanej.
ON: Na pewno jednak nie przykleiłbym łatki „Nie oglądać! Nie warto!” Film miał swoje plusy. Wątek mitologiczny, ciekawe ujęcia podczas walk, sama akcja, która nie zwalniała. Ponadto przepiękne krajobrazy! Było na czym zawiesić oczy. Niedociągnięć było sporo, ale w gruncie rzeczy rozrywki równie dużo. To nie był ambitny film, co do tego nie ma wątpliwości. Lecz dla osób po ciężkim
dniu/tygodniu jest jak znalazł. Dużo, ładnie, szybko. Nie trzeba myśleć albo skupiać się nad fabułą. Takie filmy też są potrzebne. Skończę swoje dygresje zdaniem, które wpadło mi do głowy po seansie: twórcy starali się zrobić film z ogromnym rozmachem, lecz zderzył się on z wielkim murem rzeczywistości. Zdarza się każdemu.

Inaczej – jeżeli jeszcze nie widziałeś, a lubisz kino chińskie, osadzone w historii lub oparte na hipotezie mogącej mieć cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, spróbuj i daj znać czy oślepłam oglądając czy miałam rację mówiąc o zmarnowanym potencjale.


średnia ocen 4,8
czyli... można obejrzeć!

film obejrzany dzięki Chili.Tv


piątek, 26 maja 2017

Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara [recenzja]

By On 19:38




Po dwóch tygodniach pięknej, morskiej przygody naszym oczom wyłonił się ląd na horyzoncie. Nie oznacza to ni mniej, ni więcej jak to, że dotarliśmy do celu. Właśnie rozpoczynam pisać recenzję filmu "Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara" ( ang. Pirates of the Caribbean: Dead Man Tell No Tales / 2017 r / reż. Joachim Ronning, Espen Sandberg). Jestem świeżo po seansie, a oto krótki zarys fabuły i kilka moich spostrzeżeń na temat tej części jak i naszego małego maratonu przez wszystkie historie z Jackiem Sparrowem w roli głównej.
Ona: Uwaga, uwaga! Dobiliśmy do celu. W końcu. Nareszcie. Amen.
Kapitan Sparrow (niezmiennie Johnny Depp) jak zwykle wpada w tarapaty.
Ona: Tarapaty kiepskiej gry aktorskiej. Ekhem.
Tym razem spotykamy go na malowniczej wysepce na Karaibach, gdzie były Kapitan Czarnej Perły topi swe smutki w litrach rumu. Po próbie kradzieży największego skarbca jaki posiadała brytyjska korona zostaje (po raz kolejny!) skazany na śmierć. Kim byłby jednak Jack gdyby z pozoru beznadziejnej sytuacji nie przekuł w same pozytywy. Przez mnóstwo zbiegów okoliczności poznaje młodego chłopaka imieniem Henry, a nazwiskiem... Turner (Brenton Thwaites), oraz piekielnie inteligentną Carinę Smyth (Kaya Scodelario).

Ona: W końcu jakiś Turner-Swan musi być na ekranie, skoro Orlando i Keira pożegnali się z ekranem w serii już jakiś czas temu.
Wszystkim przyświeca jeden cel - odnaleźć legendarny Trójząb Posejdona, który może dać władzę na wszystkich morzach i oceanach. Ach nie wspomniałem o najważniejszym! Tytułowy Salazar (Javier Barden), przechytrzony przed lata przez młodego Sparrowa poprzysiągł mu (także tytułową) zemstę. Tak więc Sparrow musi radzić sobie po pierwsze z morderczym Salazarem, po drugie znaleźć mistycznym artefakt samego Boga mórz, a po trzecie opanować swoje niepohamowanie w piciu. Gdzieś w tle oczywiście na swoich okrętach czyha i Barbossa (Ian Rush) i brytyjska marynarka...
Ona: Znane twarze skutecznie wbijają widza w historię z poprzednich części. Jest to o tyle istotne, aby znać poprzednie, bo ta część nie nawołuję jedynie do tych nieznanych faktów z młodości Sparrowa, ale również tych już znanych. Stąd zachęcamy w tym miejscu do zapoznania się z recenzjami poprzednich części (klik!) oraz do obejrzenia ich na Chili.tv
Idąc do kina miałem nadal przed oczami bardzo średnią część czwartą sagi.

Ona: Kiepską.
Jeśli dodam tego niezbyt pochlebne recenzje osób, które przedpremierowo widziały pokaz "Zemsty Salazara" to z tyłu głowy zapaliła mi się może nie czerwona, ale przynajmniej pomarańczowa lampka.
Ona: Za to ja osobiście niechętnie poszłam. Roiło mi się w głowie od myśli o odgrzewanym kotlecie. Wizja kolejnej mało udanej części wisiała nade mną niczym gilotyna nad Sparrowem... Wolałam zostać pod kołderką.
Na prawdę nie byłbym rozczarowany gdybym obejrzał choć przyzwoitą produkcję. Duet norweskich reżyserów na szczęście zatopił moje troski gdzieś w morskiej otchłani. Panowie Ronning i Sndberg tchnęli w najnowszą odsłonę cyklu starego, dobrego ducha "Piratów z Karaibów"! Znowu było mnóstwo świetnej akcji. Zawiła fabuła wciągała swoimi kolejnymi wątkami. Znowu czułem, że płynę w podróż z Kapitanem Jackiem Sparrowem i resztą załogi na niezapomnianą przygodę. Z czystym sumieniem mogę napisać, że dostałem to czym urzekły mnie pierwsze trzy części. Wiele wątków, morskie legendy,
klątwy, intrygi! Ach czego chcieć więcej?
Ona: Przydałoby się odrobinę więcej umiejętności aktorskich głównego bohatera – Sparrowa. Nie wiem co się dzieje z Deppem, ale ostatnio grać nie potrafi.
Do tego wiele humorystycznych elementów, oraz to co najważniejsze – w odróżnieniu od "czwórki" - znowu mieliśmy historię o Piratach, a nie popierdółkach! Wszystko zgrało się w idealną niczym Czarna Perła całość. Nie wiem nawet kiedy minęły te dwie godziny na sali kinowej, ponieważ dostałem mnóstwo świetnej rozrywki i przygody takiej jaką lubię.
Fani serii na pewno nie będą rozczarowani. Świetne efekty specjalne dopełniały pirackiego klimatu. Teraz jedynie zostaje mi odliczać do kolejnej odsłony, która mam nadzieje zostanie szybko ogłoszona!

Ona: Jestem niestety mniej przychylna tej części. Nie wniosła nic odkrywczego, a przypływ piątej części nie przyniósł żadnego
najmniejszego zaskoczenia! Kolejna zmiana reżysera – wyszła na + w porównaniu do części czwartej, natomiast ich świeże spojrzenie było niczym woń śniętej ryby. Mówię jak jest... Można obejrzeć. Wybrać się do kina i przesiedzieć, ale nie spodziewać się niczego wow. Efekty na wysokim poziomie. Kilka ciekawostek z przeszłości Jacka. Zakończenie kilku wątków, które pozostawały od 2011 roku w zawieszeniu. Byłoby to idealne zakończenie całości – po co dalej brnąć w historię, która umiera przez powieszenie, ale nie... Scena po napisach zapowiada kolejne części. Szczerze? Ludzi na seansie było wielu. Nikt nie wyszedł przed czasem, ale jakoś nikt też nie śmiał się w głos i podejrzewam, że gdzieś to się wszystko minęło z oczekiwaniami. Średniak. Obejrzeć z ciekawości i zapomnieć aż do części szóstej. Ahoj! (oby to było ostatnie moje ahoj na dłuuuższy czas...)
średnia ocen 6,8
czyli... dobre kino! 

Uciekaj ! [recenzja]

Powiem szczerze, że przed seansem obawiałem się tego filmu. Nie mam na myśli bynajmniej tego, że przerażą mnie elementy horroru. Bałem si...

About me

Wszystkie filmy oceniamy w 5 kategoriach:

1- fabuła
2- dialogi/gra aktorska
3- fabuła/ realizacja
4- pod kątem gatunku
5- przyjemność z oglądania

w niezmiennej dziesięciostopniowej skali:

skala

opis

1

Nigdy w życiu!

2

Szkoda tracić czas...

3

W ostateczności

4

Na siłę

5

Można obejrzeć

6

Zaciekawił

7

Dobre kino

8

Prawie idealny

9

Wybitny

10

MAJSTERSZTYK!!


Obserwatorzy

Odwiedziliście nas już

Zblogowani

zBLOGowani.pl