Chata [recenzja]
By
Unknown
On
12:40
In
zagraniczne
Bóg
jest ciemnoskórą, starszą kobietą mieszkającą w chatce pośrodku
niczego. Tym jednym zdaniem właśnie narobiłam sobie masę wrogów
wśród wierzących czytelników. Spokojnie – tak naprawdę jest
skośnooką, młodą kobietą i młodym mężczyzną w typie
muzułmanina. Wszystkimi naraz i żadnym z nich jednocześnie.
Istnieje przecież w trzech postaciach, prawda? Tak naprawdę może
być dowolnie każdym, tak abyś czuł się przy nim komfortowo. Biję
przy tym od niego – w sensie Boga – miłość absolutna, spokój
i determinacja. „Chata” (ang. The Shack / reż.
Stuart Hazeldine) to ciekawe
przeżycie dla nie do końca sprecyzowanej grupy odbiorców. [ON:
Film może wierzących albo zachwycić, albo irytować treścią.
Podobnie jak osoby niewierzące albo go wyśmieją, albo doznają
refleksji na temat wiary.]

