Enter your keyword

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmos. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 maja 2017

Obcy: Przymierze [recenzja]

By On 12:36
Nie powiem, że seria "Obcy" jest mi całkowicie nieznana, ale w ogromnej ilości filmowych produkcji traktowałem ją po macoszemu. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że wręcz z przymrużeniem oka. Pamiętam, że jako dzieciak oglądałem z zapartym tchem odsłonę "Ósmy pasażer Nostromo", ale wiadomo że dzieciaki uwielbiają takie klimaty.
Ona: Dzieciaki chłopaki raczej...
Czy oglądałem jeszcze którąś część? Na pewno, bo pamiętam migawki z innych odsłon Obcego, jednak za nic nie potrafiłbym dopasować żadnej ze scen do konkretnego filmu. Śmiało mogę wysnuć tezę, że gdyby nie ta strona nie znaleźlibyśmy ani czasu, ani chęci żeby pójść na salę kinową by obejrzeć "Obcy: Przymierze" (ang. Alien: Covenant 2017 / reż. Ridley Scott) No i po seansie pewne jest, że będę zachęcał swoją M, żebyśmy nadrobili braki w opowieści o krwiożercy z kosmosu.
Ona: Długo namawiać nie będziesz musiał, bo już rozglądałam się po możliwych miejscach gdzie ów poprzednie części można zobaczyć. Miło się składa, że Chili.Tv oferuje ich komplet. Wygospodaruj czas, zorganizuj miły wieczór przy moim ulubionym krwistym jak sceny w Obcym spaghetti bolognese i robimy maraton!
Odległa przyszłość. Początek XXII wieku. Potężny statek kosmiczny "Przymierze" przemierza kosmos w celu skolonizowania planety przypominającej Ziemię. Przymierze poza zahibernowaną załogą transportuje tysiące zahibernowanych ludzi i ludzkich zarodków. Wszyscy biorą udział w misji mającej na celu zaludnić dziewiczą planetę. Wszystko idzie jak po sznurku aż do momentu, gdy statek kosmiczny zostaje uszkodzony przez rozbłysk jednej z gwiazd. W wyniku awarii załoga zostaje wybudzona, a przy okazji odbiera dziwny sygnał z jak się okazuje planety nadającej się prawdopodobnie do zamieszkania. Nie zastanawiając się długo kapitan statku postanawia zmienić plan misji i decyduje się obrać kurs na planetę, z której wypuszczono sygnał.
Ona: A jakżeby inaczej, przecież. Mamy jasno określony cel podróży, dokładnie zbadany i bezpieczny. Zostaliśmy powołani do konkretnej misji, mamy wykonać określone czynności jasno sprecyzowane pokładowymi procedurami, ale ten sygnał zmienia wszystko! Dalej w drogę ku nieznanemu. Cóż – kto jeszcze uważa, że to zupełnie normalne? Nikt? No właśnie...
Ani załoga, ani tym bardziej uśpieni ochotnicy międzyplanetarnej misji nie mają pojęcia co czeka ich na świeżo odkrytej planecie.
Ona Choć dla wszystkich powinno być jasne, że skoro odbierają w głębi kosmosu transmisję związaną ściśle z ziemską kulturą, to coś jest nie tak!! To właśnie mnie tak wkurza w produkcjach typu "Oby" i horrorach... Fabuła choć byłaby najlepiej skrojona zawsze ma motyw otumanionego tłumu zmierzającego w przepaść.

Wrócę jeszcze do tego, że jestem całkowicie na bakier z całą historią Obcego. Czytając komentarze o tegorocznej produkcji natknąłem się nawet na stwierdzenie o "mitologii Obcego". Przed seansem czytałem to z lekkim uśmiechem na twarzy, po nim mam ochotę poznać cały ten stworzony świat! Moja ocena "Obcego: Przymierze" to ocena z perspektywy osoby nowej, która nie wie co się działo w Prometeuszu, ani w poprzednich częściach, a zatrzymała się jedynie na tym, że jeden z Alienów starał się wymordować całą załogę statku Nostromo.
Ona: Przed seansem "Obcy: Przymierze" na takim właśnie etapie chciałam zostać. Mordujący obcy? Nie, podziękuję. Odzierałam całą historię z jakichkolwiek wartości fabularnych – niech się mordują, ale bez mojego udziału w tym wszystkim. Po seansie – chylę głowę, jestem zainteresowana tym, co było nim Przymierze trafiło tam gdzie trafiło, a trafiło do istnej nekropolii... Przyznam szczerze, że nawet bardziej mnie interesowała historia tego miejsca niż bieżąca akcja, a szczegółów było zbyt mało. Napotkałam co prawda opinie, że Scott odarł tę część Obcego z jakiejkolwiek tajemnicy, ale ciężko mi się z tym zgodzić przez swoją ignorancję uniwersum do tej pory. Jak dla mnie wiele rzeczy zostało niedopowiedzianych!! Śmiało można zaczynać swoją przygodę – tak jak i my – od końca.
Fabuła była na prawdę ciekawa i (dla mnie!) oryginalna. Starałem się przez cały seans do czegoś w niej doczepić, ale nie potrafiłem.
Ona: Takie tam zboczenie recenzenta 😏
Oczywiście nie było tam pościgów, ani nagłych zwrotów akcji. Po prostu historia trzymała w napięciu od początku do końca. Reżyser zaszczepił mi mnóstwo pytań na temat planety na którą przybyło Przymierze. Pod tym względem wszystko zagrało tak jak powinno. Inną kwestią jest natomiast gra aktorska. Była bardzo nierówna. Wielu bohaterów mnie do siebie nie przekonało, grali sztucznie. Niektóre sceny rozmów wyglądały jak doklejone z filmów kategorii B.
Ona: Może wynikało to z braku sympatii po poprzednich produkcjach, w których grali?
No ale nie można mieć wszystkiego. Co do samych Alienów to pomysł na nich też mi się podobał. Wiem, że opinie po premierze są mocno podzielone.
Ona: Chyba nikomu nie zaspoileruję, gdy napiszę, że Obcy wychodzą z ludzi, prawda? No to już wiemy z poprzednich części, nawet gdy ich nie oglądaliśmy. Więc te sceny były dość... naturalistyczne i brutalne. Co było plusem! Natomiast same ataki kojarzyły mi się ze skrytykowanym już na tym blogu filmem "Life" – słabe, przewidywalne. Jedna jedyna scena – nie powiem która :) podobała mi się bardzo, gdyż była niezłym kontrastem spokojnej sielanki, miłości i totalnej rzezi.
Oceny na wielu portalach są raczej poniżej dobrej średniej, lecz "Obcego: Przymierze" jeśli chcę być ze sobą szczery (a chcę!) oceniam pozytywnie. Jestem prostym człowiekiem – widzę dobrze nakręcony film z wciągającą historią – daję dobrą ocenę. A film polecam wszystkim, których kręcą podróże kosmiczne i wątki nowo powstałych lub starych wymarłych cywilizacji.
Ona: Mało mi, chcę więcej!
 średnia ocen 7,4
czyli... dobre kino!

niedziela, 23 kwietnia 2017

Dzień Niepodległości: Odrodzenie [recenzja]

By On 16:19
Stary "Dzień Niepodległości" z Will'em Smith'em, w roli głównej to jeden z ulubionych filmów mojego dzieciństwa. Oglądałem go równie chętnie już z kilkanaście razy! Jak pokazał czas bardzo lubię filmy z gatunku jakim jest sci-fi. Pisałem już niejednokrotnie, że obce, nieznane cywilizacje i rozwój technologiczny to zdecydowanie moja bajka.
Ona: I jak najbardziej moja.
Tym bardziej cieszyłem się na myśl, że po 20 latach będziemy mogli poznać dalsze losy Ziemi po odparciu ataku obcych. Zeszłoroczna produkcja "Dzień Niepodległości: Odrodzenie" (ang. Independence Day: Resurgence / 2016 / reż. Roland Emmerich) bez dwóch zdań nie zawiodła moich oczekiwań. Nawet mimo braku głównego bohatera z poprzedniej części.
Ona: Z udziałem Willa Smitha film prawdopodobnie uniknąłby, aż
takiego medialnego hejtu. Według informacji opartych na wywiadzie z reżyserem, Smith początkowo miał zagrać w kontynuacji kultowego już Dnia Niepodległości, ale po klapie filmu własnej produkcji 1000 lat po Ziemi, zawiesił karierę i ostatecznie zrezygnował. Na szczęście inni znani aktorzy zdecydowali się po raz kolejny stanąć twarzą w twarz z obcymi i bronić naszej planety, w tym nieoceniony w historii Jeff Goldblum jako David Lavinson, Bill Pullman jako Prezydent Whitmore oraz Judd Hirsch w roli ekscentrycznego Juliusa. Rozbudowano również znacząco postać Dr Brakisha Okuna i to z fajnym efektem. Bohaterowie ratowali tym samym nie tylko Ziemię, ale również wątek humorystyczny produkcji. Dodatkowo – skutecznie powiązali oba filmy nierozerwalną więzią. Prócz starych twarzy, na ekranie spotkamy tym razem Liama Hemswortha, Jessie T.Ushera i Maika Monroe – czyli nowe pokolenie, na którym opiera się większość scen.
Mija 20 lat od poprzedniego kontaktu Ziemian z obcą, międzygwiezdną cywilizacją. W tym czasie udało nam się odbudować zniszczenia po przedniej wizycie, oraz dzięki technologii obcych udoskonalić codzienną elektronikę, transport powietrzny oraz broń wojskową. Mogłoby się wydawać, że sielanka będzie trwać wiecznie...
Ona:... a nam przy wypracowaniu wszystkich systemów obronnych i utworzeniu stacji kosmicznych na planetach układu słonecznego, nic nie zagrozi.
Nic bardziej mylnego! Otóż 4 lipca 2016 roku Oni powrócili! Jeszcze silniejsi, jeszcze bardziej wściekli i zdeterminowani do podbicia naszej pięknej planety. Czy tym razem również uda nam się odeprzeć zagrożenie?
Ubiegłoroczny "Dzień Niepodległości" oglądaliśmy na sali kinowej w dniu
premiery. Długo oczekiwałem tego dnia, ponieważ mam ogromny sentyment do pierwszej części. Po wyjściu z seansu byłem bardzo zadowolony, miałem za sobą blisko dwie godziny kapitalnej rozrywki! Ze zdziwieniem przyjmowałem napływającą ze wszystkich stron krytykę i kiepskie oceny. Dzięki promocji na Chili.Tv, w dniu wczorajszym wróciliśmy do tej pozycji i wciąż zastanawiam się czego po niej oczekiwano? Czy mądrych profesorów wyjaśniających nam nieznane prawa fizyki? Czy dzielnych strategów wojskowych układających plany wojenne? Czy może pełnych i wzniosłych, łapiących za serca frazesów wypowiadanych między bohaterami, którzy są świadomi że mogą niechybnie zginąć? Proszę was! Niczego takiego nie było w "jedynce", więc niby czemu miało by się pojawić w "dwójce"?
Ona: Mam wrażenie, że pojawił się tutaj hejt dla hejtu. Po prostu. Maszynka krytyki ruszyła, a ludzie poparli to w swoich internetowych ocenach. Taki instynkt stada i trochę spirala milczenia – mam swoje zdanie, ale nie jest to zdanie spójne z cenionymi znawcami tematu, stąd milczę, a zapytany kiwam głową. Tymczasem Dzień Niepodległości : Odrodzenie to kino akcji, zrealizowane z rozmachem i może być postrzegane jako marna kopia i maszynka do nabicia portfeli twórców – ok! Ale bez przesady. Gorsze gnioty mają wyższe oceny!!
W mojej ocenie film z 2016 świetnie wpisywał się w klimat swojego protoplasty z 1996 roku. Oba filmy charakteryzował wszechobecny chaos i świetne, zabawne dialogi połączone z efektami wizualnymi. Chaos, w którym każdy robi to, co chce, nie słuchając odgórnych autorytetów, by w ogólnym rozrachunku odeprzeć atak obcych. Podobnie jak w pierwszej części poza główną historią mieliśmy parę motywów całkowicie oderwanych od głównej jatki. Wszystkiego było tak dużo, że momentami można było nie nadążyć za tym co dzieje się na ekranie. Bez dwóch zdań, mogłoby się wydawać, że wszystko co oglądamy nie ma sensu, ale koniec końców wyszedł kawał dobrej rozrywki. Na pewno wpływ na to miały bardzo fajne wątki humorystyczne, oraz genialne efekty specjalne! Te ostatnie były na prawdę na zachwycającym poziomie. Robiły wrażenie dopracowanych w 100%.
Ona: Do tego historia była spójna i przemyślana. Nie było żadnych nieścisłości z poprzednią częścią. Prosta, dobra rozrywka.
Jeśli miałbym podsumować jednym słowem, co charakteryzuje ten film, byłby nim "luz".
Ona: ... i humor!

Żeby go dobrze odebrać trzeba wyjąć kij z tyłka i podejść z dystansem. Twórcy nawet nie silili się na ponadczasowe dzieło. Podobało mi się, że film nie starał się być pseudo ambitną opowieścią o dzielnych obywatelach Ziemi, którzy dzięki determinacji i wspólnej pracy mają szansę na zwycięstwo. Dzień Niepodległości: Odrodzenie był luźna opowieścią, gdzie być może momentami brakowało logiki, ale w ogólnym rozrachunku dzięki szybkiej akcji i humorystycznej otoczce bawiłem się przednio. 

średnia ocen 7,7
czyli... prawie idealny
Film obejrzany dzięki Chili.Tv
Od dzisiaj w opcji zakupu o tutaj -> KLIK!
Popierajmy legalne źródło!
Wystarczy rejestracja i założenie darmowego konta.

niedziela, 26 marca 2017

Life [recenzja]

By On 12:42

Siedząc na sali kinowej, powiedziałam do Ciebie, że mam wobec „Life” (2017, reż. Daniel Espinosa) duże oczekiwania, pamiętasz? [ON: Pamiętam!] Modna ostatnio tematyka kosmicznych ekspedycji i obcych cywilizacji od Interstellar mnie nie zaskakuje. Liczyłam na „coś nowego”, co wbije w fotel, poruszy ciekawe zagadnienie, może obali jakąś teorie… Zastałam odgrzewanego kotleta i to w wyjątkowo marnym stylu. Oszukano mnie! Gdzieś to już wszystko widziałam. [ON: Słabej jakości mieszanka Interstellar, Grawitacji, Obcego, nawet Odyseji Kosmicznej. Nic nowego, a to co odgrzano bez wątpienia śmierdziało przypalenizną...]
Międzynarodowa ekspedycja kosmiczna przechwytuje próbki gleby z Marsa. W szczelnym laboratorium na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej specjalista Hugh Derry (Ariyon Bakare) z pomocą zaawansowanych technologicznie narzędzi wybudza znalezioną w próbach komórkę, która uległa swoistej hibernacji. Początkowo niewidoczna gołym okiem obca komórka – nazwana przez ziemian na cześć wybranej w konkursie szkoły – Calvinem, rośnie w zastraszającym tempie, aż w końcu staje się krwiożerczo niebezpieczna. [ON: Prymitywny mikroorganizm rośnie z godziny na godzinę, ponadto zna prawa chemii, fizyki, planuje strategie walki z ludzkimi przeciwnikami – no przecież to historia rodem z niskobudżetowego kina klasy B!]

„Life” będąc zarazem horrorem i filmem psychologicznym, zaczyna się interesująco. Nie wybitnie, ale przynajmniej stabilnie ciekawie. Na ekranie możemy spotkać kilka znanych twarzy – Jake Gyllenhaal, Rebecca Ferguson, Ryan Reynolds, co buduje przeświadczenie o wyższym budżecie, a co za tym idzie… No właśnie, nie tym razem. Mimo niewątpliwie wysokiego budżetu i znanych twarzy film pogrąża się z minuty na minutę. Jest odtwórczy, oglądasz i niemal wiesz, co się za chwilę stanie, bo już gdzieś to wcześniej widziałeś. Reżyser zaczerpnął niewątpliwą inspirację z takich produkcji jak „Odyseja kosmiczna” i „Obcy”. Z naciskiem na ten drugi, głównie przez docelowy wygląd Calvina. „Life” to nic więcej jak efektowna, bez fabularna rzeźnia całej załogi i ładne, kosmiczne widoczki. Scenarzyści postawili bardziej na grupę docelową miłośników strzelanek, ucieczek i krwi. Superhiperinteligentny obcy z Marsa nie zastąpi fabuły i dialogów, choćby mordował w niesamowicie wyrafinowany sposób – nie wciśnie Was w fotel, nie wzruszy, nie zaskoczy i nie rozbawi. Czy warto? Z ciekawości jak fatalnie można zainwestować taki niewyobrażalny szmal – tak.

Niestety – przez wzgląd na nie najgorsze względem całości zakończenie – będzie druga część. [ON: W sumie to w tej całej produkcji interesujące było tylko pierwszych kilka minut i ostatnie sekundy. Pomiędzy dostajemy pseudopsychologiczną paplaninę, nielogiczne, sztuczne zachowania bohaterów i obcego, który posiadł całą wiedzę świata. Mam wrażenie, że ten film nie powstał na poważnie, że miał tylko sprawiać takie wrażenie, a reżyser puszcza nam oko w groteskowej produkcji. Niestety prawdopodobnie się mylę.]


średnia ocen 2,8

czyli... w ostateczności!

KRYTERIUM OCENY
ONA
ON
FABUŁA


DIALOGI – GRA AKTORSKA


REALIZACJA POMYSŁU


POD KĄTEM GATUNKU


PRZYJEMNOŚĆ Z OGLĄDANIA


PLUSY
+ zakończenie
+ znane nazwiska
MINUSY
- odtwórczość
- rzeźnia bez fabuły
- banał goni banał
- brak logiki wśród bohaterów
- historia bez najmniejszego sensu

Koniecznie zostaw po sobie ślad i podziel się z nami swoją opinią o "Life" 😉



piątek, 10 marca 2017

Ukryte działania [recenzja]

By On 10:04

Niekryte działania w filmie „Ukryte działania” (ang. Hidden Figures / reż. Theodore Melfi). Uwielbiam filmy oparte na prawdziwych wydarzeniach. Z wypiekami na policzkach oglądam wszystkie produkcje biograficzne o ciekawych postaciach na zasadzie utartego sloganu, że życie pisze najlepsze scenariusze. Problem powstaje niestety, gdy świetny scenariusz „z życia wzięty” zostaje na sile podkoloryzowany przez reżyserów filmowych.

Ukryte Piękno

Ukryte Piękno
recenzja

__

About me

Wszystkie filmy oceniamy w 5 kategoriach:

1- fabuła
2- dialogi/gra aktorska
3- fabuła/ realizacja
4- pod kątem gatunku
5- przyjemność z oglądania

w niezmiennej dziesięciostopniowej skali:

skala

opis

1

Nigdy w życiu!

2

Szkoda tracić czas...

3

W ostateczności

4

Na siłę

5

Można obejrzeć

6

Zaciekawił

7

Dobre kino

8

Prawie idealny

9

Wybitny

10

MAJSTERSZTYK!!


Odwiedziliście nas już

Zblogowani

zBLOGowani.pl