Ukryte piękno [recenzja]
By
Unknown
On
18:20
In
zagraniczne
W
życiu liczą się tylko ludzie. Z
taką myślą zakończyłam seans. Trochę jak mantrę powtarzałam
to w myślach od momentu, gdy zostało wypowiedziane aż do ostatniej
sceny. Kilka słów, a szarpnęły za strunę, gdzieś we mnie –
gdzieś pomiędzy całą fabułą, wzruszeniem i smutkiem bijącym z
ekranu. Czy faktycznie w życiu liczą się tylko ludzie?
Jesteśmy w stanie pokonać wszelkie niedogodności, problemy i
krzywdy mając u boku… ludzi? Tyle samo w tym prawdy, co kłamstwa,
a jednak nadal nad tym myślę.
ON: Owszem jest to bardzo ważne! Jednak nie sztuką jest otaczać się ludźmi, lecz dobór odpowiednich osób do swego najbliższego otoczenia.
„Ukryte piękno” (ang.
Collateral Beauty/ 2016/ reż. David Frankel) to typowy
dramat. Howard (Will Smith) to wybitny człowiek, profesjonalista i
ekspert w swojej dziedzinie. Odnosząc sukcesy prowadzi własną
firmę, motywuje do życia i działania swoich pracowników. Jest
kimś. Kocha ludzi, żonę, dziecko… Świat wydaję się nie
mieć dla niego granic. O takich jak on mówi się – człowiek
sukcesu. Niestety przewrotny los wywraca do góry nogami poukładane
życie Howarda, sprowadzając go na ziemię. Brutalnie i
bezwzględnie. Howard traci sześcioletnią córkę Olivię, tracąc
jednocześnie grunt pod nogami, sens życia i równowagę psychiczną…
Ostatecznie po trzech latach nie jest już tym samym kimś co
wcześniej. Nie oczekuje pomocy, a zaoferowaną od przyjaciół
odtrąca doprowadzając do ruiny całe swoje życie. Nie potrafiąc
zwerbalizować bólu, zaczyna pisać listy do bytów – Miłości,
Czasu i Śmierci. Zdesperowani najbliżsi, trochę dla niego, a
bardziej dla siebie postanawiają skonfrontować Howarda, twarzą w
twarz z adresatami jego obraźliwych przesłań.ON: Wbrew pierwszemu wrażeniu po przeczytaniu opisów, lub obejrzeniu zwiastuna, film okazał się taki... prawdziwy! Pokazuje przede wszystkim dramat jaki może przytrafić się każdemu. Nieoczekiwana strata najukochańszej osoby na świecie zmienia życie głównego bohatera, wpływa na jego relacje z rodziną, przyjaciółmi. Całkowite załamanie może w rezultacie pchać do najdziwniejszych, abstrakcyjnych decyzji – np. chęcią rozmów z bytami. Po obejrzeniu filmu takie zachowanie wydawać by się mogło wręcz naturalnym.
Z przykrością muszę
przyznać, że początkowo nie połapałam się w fabule. Na potrzeby
recenzji obejrzałam film dwukrotnie i dopiero za drugim podejściem
docierały do mnie niuanse dialogowe oraz pojęłam zamysł reżysera.
Śmiało mogę więc polecić tę pozycje na nie jeden filmowy
wieczór we dwoje, gdyż za każdym kolejnym razem można w nim
odkryć coś innego. Rozbudowana fabuła to nie jedyny pozytyw
„Ukrytego piękna”.
ON: Bardzo rozbudowana. Oczywiście jako główna historia pokazana jest ta Howarda, lecz w tle oglądamy jak pozostali bohaterami muszą zmierzyć ze swoimi osobistymi problemami, jednocześnie twardo stąpając po ziemi. Wszystko wymieszane ze sobą daje przygnębiający obraz skłaniający do refleksji.
Na ekranie spotkamy plejadę
hollywoodzkich gwiazd – Helen Miren, Will Smith, Edward Norton,
Kate Winslet i Keira Knightley to tylko niektóre ze znanych nazwisk.
Poziom gry aktorskiej idzie samoistnie w górę. Niestety – sam
Will Smith, czyli niejako fundament produkcji, stawia po raz kolejny
na przerysowaną ekspresyjność. Ból bólem – rozumiem, ale po co
kolejny film z cyklu „Wstrząs”? Niektóre wypowiadane przez
zaciśnięte gardło kwestie w połączeniu z grymasem, są – bez
urazy – jak na aktora tej miary, słabe.
ON: Nie zgadzam się do końca, Will Smith zagrał dobrze swoją postać. Czy irytował? Według mnie takie mogło być zamierzenie. W obliczu śmierci córki stał się dla wszystkich odpychającym, niedającym się lubić dupkiem. Taki był dla swych filmowych przyjaciół więc może ta negatywna energia przechodziła na oglądających. Dla mnie z fatalnej strony zaprezentowała się Keira Knightley! Jej miny i ekspresja były nie do zniesienia przez wszystkie sceny, w których ją widzieliśmy!
Natomiast aktorzy drugoplanowi
posiadając swoje oddzielne historie niejako łączące się
ścieżkami z głównym nurtem filmu – dodają smaczku, skupiają
uwagę i powodują, że czas ucieka niepostrzeżenie. Ostatecznie
wszystko łączy się w jedną, spójną i logiczną całość choć
– i tu naprawdę dziękuję twórcom za wiarę w myślącego
człowieka – z niewielkim znakiem zapytania i zawahaniem. Niby
wiemy już wszystko, ale nikt nie podaje tego na tacy.
Oglądając „Ukryte piękno”
pojawia się naturalne skojarzenie z „Opowieścią wigilijną”
Karola Dickensa. Przypomnieć? Howard niczym Skąpiec Scrooge zamiast
otaczać się ludźmi i rodziną zupełnie się od nich odcina. W
związku z czym Scrooga podczas Wigilii świąt Bożego Narodzenia
odwiedzają trzy duchy, Howarda natomiast musi stawić czoła swoim
„duchom”, wcześniej wspomnianym Miłości, Czasowi i Śmierci.
ON: Może i się kojarzy, ale na pewno nie od razu wszystkim 😏 Mnie dopiero teraz – kiedy czytam ten tekst - i nie sposób się nie zgodzić 😊
Jak sobie z tym radzi to już
daleko idąca w spoilery historia. Sprawdźcie sami na Chili.tv! I
dajcie znać w komentarzach.
Bardziej dla kobiet niż
mężczyzn, głównie dlatego, że film to sentymentalny wyciskacz
łez. Brak w nim wartkiej akcji, scenariusz opiera się na trudnych
relacjach ludzkich, bólu i odnajdywaniu siebie. Nie polecam oglądać
tego z osobami skłonnymi do depresji ani dziećmi, które szybko
stracą zainteresowanie.
N: Film oczywiście pełen smutku, wewnętrznego bólu, ale jednocześnie dający nadzieję! W tym z kilkoma momentami w których usta same się uśmiechały.
Jednocześnie dla mnie ten
film w dziwny sposób jest motywatorem – pokazuje, że nawet ze
ślepej uliczki można odlecieć, gdy ktoś przychylny poda Ci
skrzydła.
ON: „nawet ze ślepej uliczki można odlecieć, gdy ktoś przychylny poda Ci skrzydła „ Cytat do powieszenia nad łóżkiem!! :)
~emka
średnia ocen 7,0
czyli... dobre kino




