Enter your keyword

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tom hanks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tom hanks. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 maja 2017

The Circle. Krąg [recenzja]

By On 22:23

Wyczekiwałam seansu „The Circle. Krąg” (ang. The Circle / 2017) od kilku miesięcy. Właściwie to od pierwszego zwiastunu kinowego nowego filmu Jamesa Ponsoldt, który jak do tej pory w swoim reżyserskim dorobku nie miał ani jednego sukcesu.
ON: Nie znałem nawet człowieka!
Czekałam więc nie przez wzgląd na niego, o nie, a przez fakt, iż dwie główne rolę grają w nim Emma Watson i Tom Hanks – moi ekranowi ulubieńcy.
ON: A tych państwa znam doskonale! :)
Efektem przed premierowego pokazu jest moje zupełne zmieszanie i natłok sprzecznych myśli… I nie chodzi tu o to, że film był beznadziejny, a moje oczekiwania zostały bezwzględnie zdeptane, nie o to. Film był o czymś, poruszył ciekawy wątek, aktorsko również fajnie i ze smakiem ALE… no trzymajcie mnie, co to za propaganda?!
ON: Trzymać Ciebie? To ja muszę walczyć ze sobą, aby nie wyjechać z jakimś rozbudowanym politycznym monologiem!
Mae (Emma Watson) to młoda kobieta pracująca na nazwijmy to miękkiej, telefonicznej windykacji. Na co dzień spędzająca swój służbowy czas w szarych, depresyjnych boksach. Pozbawiona perspektyw na rozwój, bez przyszłości i nie oszukujmy się – bez wiary, że cokolwiek ulegnie zmianie.
ON: Obraz młodego człowieka współczesnych czasów. Uczciwa, nieco wycofana osoba, bez znajomości, ale z dużym potencjałem męczy się w pracy bez perspektyw...
Dodatkowo z problemami rodzinnymi – ojciec chory na stwardnienie rozsiane bez prawa do finansowania leczenia. Smutek aż wylewał się z ekranu. I to rzewnie. Pewnego dnia odbiera telefon, który zmienia wszystko. Jej przyjaciółka Annie (Karen Gillan – znana, choć praktycznie nierozpoznawalna, z Strażnicy Galaktyki vol 2) załatwiła Mae rozmowę kwalifikacyjną w największej i najbardziej wpływowej firmie informatycznej – Krąg. Taka rozmowa, mili Państwo, jest nie tylko cudem, ale istnym darem od losu, gdyż firma jest zgoła inna niż jej obecna, z pozoru idealna pod każdym względem.
ON: Właściwie to bez znajomości i nieco farta nawet nie zostałaby zauważona Pełna zaangażowania, konsekwencji i we wsparciu rodziny i przyjaciół wyrusza więc odmienić swoje życie i wpada jak śliwka w kompot, a może raczej jak telegram w morze obserwowanych na każdym kroku emotikon.
The Circle. Krąg to pozycja o trudnym temacie prywatności pomieszanej z psychologią zachowań. Co mam na myśli? Otóż to, iż film podnosi ciekawą tezę, którą forsują wszyscy pracownicy i założyciele korporacji – jesteśmy bezpieczniejsi jeżeli jesteśmy obserwowani, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Non stop. No może z wyjątkiem spraw toaletowych – wiadomo, ale przykładowo preferencji łóżkowych już nie. Istny Big Brother. No więc teza jest taka, że człowiek obserwowany wypracowuje samoistne hamulce przed niewłaściwymi zachowaniami, a co za tym idzie nie popełnia zbrodni. I jest sobą. Jak dla mnie – odważnie, na czasie i… czysto propagandowo.
ON: Momentami aż mi się nóż w kieszeni otwierał. Nie chcę wchodzić w treść filmu, aby nie zarzucano mi spoilerów, ale napisać muszę chociaż to – film ma zadanie pokazać jak dobrą rzeczą jest inwigilacja nasz wszystkich. Naturalnie kojarzyło mi się to ze światem Orwella, tyle że z rozwiniętą technologią. Przekaz moim zdaniem bardzo niebezpieczny, który bez refleksji może podłapać wiele osób. Pamiętajmy, że powinniśmy żyć w świecie gdzie rządzi hasło „Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”. Wolnością jest także prywatność, której nie możemy pozwolić sobie odebrać – nawet w imię na pozór pięknych idei.
Tyle w ocenie fabuły. Teraz słów kilka o realizacji. Tutaj zaczynają się niestety schody, bo jakkolwiek rozpatrujemy podłoże fabuły i jej moralny sens, to nie możemy zaprzeczyć, iż całokształt przyciąga. Rozwiązania technologiczne – super, wywarcie myślotoku „a gdyby tak było naprawdę?” - super, aktorzy – ok!, a jednak całokształtowi daleko od ideału.
ON: Z tego względu mam właśnie ogromny dylemat. Z jednej strony treść filmu z którą się całkowicie nie zgadzam i forma przekazu jest dla mnie nie do zaakceptowania. Z drugiej strony… To była naprawdę solidna produkcja! Aktorsko zagrana świetnie! Pokazanie Circle jako firmy, otoczki wokół, pracowników i tego jak wpływa na świat – ukłony dla twórców! Niewiele jest rzeczy, do których mogę się doczepić pod kątem montażu.
Tak blisko, a jednak tak daleko. Gdzieś z tyłu głowy miałam jeszcze nadzieje, że zakończenie zwali z nóg, okaże całą niewygodną prawdę rozwiązań transmisji live i bycia zawsze online… ale nic z tych rzeczy.

Z bólem serca muszę przyznać, że spodziewałam się po tym filmie dużo więcej i zawiodłam się. 

średnia ocen 6,4
czyli... zaciekawił!

niedziela, 7 maja 2017

Inferno [recenzja]

By On 19:47
Wyznaję taką jedną zasadę, od której nie robię wyjątków. Znając możliwości zepsucia niemal wszystkiego, starając się upchnąć na siłę kilkaset stron wartkiej i nasączonej szczegółami historii, w stu kilku minutach – nigdy(!) nie chodzę na ekranizację nim nie przeczytam książki!
ON: A ja wiele razy przed przeczytaniem książki obejrzałem film 😏
Ma to swoje plusy i minusy, jak wszystko, co nas na tym świecie otacza. Zazwyczaj jestem po prostu bogatsza o wiedzę i wypełniam tą książkową wiedzą luki w filmie. Rzadko film podoba mi się bardziej. Pamiętam jakby to było wczoraj, -gdy z bibliotecznej półki ściągnęłam swoją pierwszą książkę D. Browna „Kod Leonarda da Vinci” i wpadłam jak śliwka w kompot. Śmiało mówiłam wtedy o sobie, że jestem fanką jego twórczości, a „Anioły i Demony” to w dalszym ciągu jedna z moich ulubionych pozycji. Entuzjazm straciłam już przy „Zaginionym symbolu” oraz niedoczytanym przeze mnie „Inferno”.
ON: Zmieniając trochę temat z filmu na książki to przecież „Zaginiony Symbol” jest naprawdę całkiem niezłą książką przygodową, natomiast „Inferno” to no cóż… Doczytałem do końca, ale jako książka była słabiutka.
I tutaj szlag jasny trafił moją zasadę, która od teraz brzmieć musi prawie nigdy!… Bo mimo niedobrnięcia do końca książkowej historii, dziś słów kilka o ekranizacji „Inferno” (reż. Ron Howard/2016) obejrzanej w opcji wypożyczenia na Chili.Tv - Inferno
Robert Langdon (Tom Hanks) to ceniony znawca symboliki religijnej i profesor Harwardu. Niejednokrotnie już wcześniej pomocny przy rozwiązywaniu skomplikowanych zagadek mających swe podnóża w przeszłości.
ON: Ponadto ma w sobię tą ciekawą przypadłość, że będąc z pozoru spokojnym i przyjaznym profesorem wplątuje się w niespotykanie niebezpieczne przygody, często ryzykując życiem by rozwikłać zagadkę. Aż dziw, że Langdon nie boi się wychodzić z domu!
Budzi się w szpitalnym łóżku, z potężnym bólem głowy i sennymi, naturalistycznymi wręcz wizjami nadchodzącej apokalipsy. Co tak naprawdę się z nim dzieje? Gdzie jest? Sienna Brooks (Felicity Jones) – lekarka, uświadamia mu, że padł ofiarą napaści. Ostatnim wspomnieniem jest ławka, na której siedział w kampusie, ale zaraz zaraz... jedno spojrzenie za okno i Robert już wie, że coś tu ewidentnie jest nie tak. Co on do cholery robi we Florencji?! 
ON: Florencji, która powala swoim pięknem, zabytkami, klimatem! Jest to bez dwóch zdań największy plus filmu. Aż szkoda, że obrazków z tego pięknego miasta nie było więcej.
Nim odnajduje w umyśle odpowiedź, kobieta ubrana w strój Carabinieri wkracza na korytarz szpitala i bez ceregieli zaczyna do niego strzelać. Sienna działając nad wyraz sprawnie, zamyka w ostatniej chwili drzwi, ciągnie za sobą Langdona i chcąc nie chcąc wyrusza wraz z nim w podróż zaplanowaną przez ekscentrycznego multimilionera Zobrista, pełną zaskakujących zwrotów akcji, zagadek ściśle powiązanych z powieścią Dantego, na końcu której czeka na nich... Inferno.
W książce wymiękłam jakoś tak pomiędzy ucieczką Roberta i Sienny, a ucieczką Roberta i Sienny. Było tego dla mnie po prostu za wiele. Na szczęście nie miało to wpływu na ekranizację. Akcja goni akcję, a zawiłości zagadek postawionych przez Langdonem i jego towarzyszką przypominają mi modną ostatnią zabawę zwaną escape room.
ON: I co ciekawe, ja wcale nie widziałem tam aż tak wielu wciągających zagadek. Film jest w miarę wierną ekranizacją powieści Browna. Książka mnie nie zafascynowała, film też nie wciągnął.
Wszystkie fakty porozrzucane niczym puzzle łączą się w końcu w zaskakującą i wcale nie aż tak niemożliwą w rzeczywistości, prawdę – ktoś zastawił sidła na całą ludzkość. Fajnie pokazane zostały sceny snów głównego bohatera – wizualizacje opisów piekła stworzonego przez Dantego. Dające do myślenia i szokujące wizualnie. Niestety dialogi nie zachwycały… A sam ubóstwiany przeze mnie Tom Hanks mimo niewątpliwego kunsztu wypadł blado. Może dlatego, że był tu tylko po to aby mądrzyć się i biegać od zagadki do zagadki. Może też dlatego, że nie było zbytnio czasu na podziwianie gry aktorskiej, gdy fabuła odkrywała coraz to nowe zagadnienia, na których trzeba było skupić większą uwagę.
Inferno to idealny film dla wszystkich miłośników teorii spiskowych, a dodatkowo i dla tych, którzy lubią gdy dużo i szybko się dzieje.
ON: Owszem, plusem Inferno jest jedynie ciekawa koncepcja międzynarodowej intrygi oraz to, że jest dużo akcji i wątków. Szkoda jedynie, że w średnim wykonaniu.
Trochę w nim z dreszczowca udekorowanego ciekawostkami. Miła opcja na wieczór, choć nie wybitna.

średnia ocen 6,5
czyli... zaciekawił

film obejrzany dzięki uprzejmości Chili Cinema

Ukryte Piękno

Ukryte Piękno
recenzja

__

About me

Wszystkie filmy oceniamy w 5 kategoriach:

1- fabuła
2- dialogi/gra aktorska
3- fabuła/ realizacja
4- pod kątem gatunku
5- przyjemność z oglądania

w niezmiennej dziesięciostopniowej skali:

skala

opis

1

Nigdy w życiu!

2

Szkoda tracić czas...

3

W ostateczności

4

Na siłę

5

Można obejrzeć

6

Zaciekawił

7

Dobre kino

8

Prawie idealny

9

Wybitny

10

MAJSTERSZTYK!!


Odwiedziliście nas już

Zblogowani

zBLOGowani.pl