Enter your keyword

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologiczny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 maja 2017

Song to song [recenzja]

By On 13:49
Poszłam na „Song to song” (2017/ reż. Terrence Malick) zupełnie z rozpędu. Nie widziałam zwiastunów, nie czytałam też żadnej recenzji. Do tego stopnia, że jedynym skojarzeniem była twarz Ryana Goslinga z plakatu. Spontan na całego! 
ON: W sumie to nawet trochę przyklaskiwałem temu pomysłowi, ponieważ spotkałem się z wieloma komentarzami na temat tego filmu w internecie. Aż dziw bierze, że taki gniot miał taki rozgłos.

Tak szybko jak weszłam tak miałam ochotę wyjść. Film już od pierwszej sceny zalatywał zupełną amatorszczyzną… Kino alternatywne w pełnej krasie. Chcecie krótko i na temat o Song to song? Postaram się to uczynić retoryką Malicka… Ból głowy. Gniew. Jakże to wszystko niezrozumiałe, nieodparte, depresyjne. Ja, on. Kino. Wszystko to nic. Chaos. Krzywe kadry. Gniew… Rozumiecie? Pseudo psychologiczny gniot. Nie dla NORMALNYCH chcących czerpać z seansu PRZYJEMNOŚĆ ludzi. Odradzam.
ON: Nie można było tego lepiej ująć.

Rooney Mara jako Faye to kobieta lubiąca agresywne związki uczuciowe polegające na wzajemnej brutalności seksualnej. Spotyka się równocześnie z dwoma mężczyznami – BV (Ryan Gosling) i Cook (Michael Fassbender). Tego pierwszego kocha, z drugim sypia. Panowie związani są ze sobą zawodowo. Cook wie o BV, BV o Cooku nie. Faye? Cóż Faye miota się pomiędzy powiedzieć, nie powiedzieć, a może strzelić widzowi od razu w łeb…
ON: Takie rozwiązanie byłoby wyzwoleniem dla widza.
To będzie jedna z najkrótszych, a zarazem najbardziej negatywnych recenzji jak do tej pory. Niewiele mam bowiem do powiedzenia. Treść bez treści ujęta w chaotyczne sceny, powyrywane i rozszarpane. Krótkie epizody polegające na spojrzeniach i długich, myślowych wywodach składających się z frazesów, że aż chce Ci się śmiać. Przez łzy. Stylistyka filmowa, że aż ręce opadają. Założenie kręcenia niby dokumentu o życiu artystycznym połączona ze stałym ucinaniem głów kadrem, to coś co ani nie jest apetyczne filmowo ani wizualnie.
ON: Nie mam pojęcia, o co chodziło w tym filmie. Odniosłem wrażenie, że skierowany jest do pewnej wąskiej grupy odbiorców. Do tych zadufanych w sobie, gardzących zwykłymi ludźmi krytyków artystycznych, którzy w swojej nieomylności potrafią dostrzec sztukę nawet w - z całym szacunkiem - „gównie”. Sęk w tym, że w tym filmie banał gonił banał, a teksty były żywcem wyjęte ze złotych myśli lub pamiętniczka nastolatki.
Z seansu, zakończonego przed czasem wyniosłam jedynie zmęczenie. Film ewidentnie dla wąskiego grona odbiorców, którzy lubią się wymęczyć dla idei obejrzenia czegoś pseudo inteligentnego i takich, co widzą trzecie dno w scenach, w których nie ma nawet pierwszego znaczenia.
ON: Muszę jeszcze napisać coś co mnie drażni. Film całkowicie o niczym jest przez wielu znawców i krytyków oceniany wyżej niż filmy, które może nie były wybitne, ale na pewno fabułą i montażem biły „Song to song” na głowę np. Dzień Niepodległości: Odrodzenie Nie wiem z czego to się bierze...

Gosling – drewno, Mara – irytująca. Fassbender pokazał w końcu (!!), że nie jest manekinem i potrafi się na ekranie wyluzować i zagrać to i owo. Szkoda tylko, że wzniósł się artystycznie w filmie o niczym. O niczym.

średnia ocen 1,9
czyli... szkoda tracić czas!


czwartek, 18 maja 2017

The Circle. Krąg [recenzja]

By On 22:23

Wyczekiwałam seansu „The Circle. Krąg” (ang. The Circle / 2017) od kilku miesięcy. Właściwie to od pierwszego zwiastunu kinowego nowego filmu Jamesa Ponsoldt, który jak do tej pory w swoim reżyserskim dorobku nie miał ani jednego sukcesu.
ON: Nie znałem nawet człowieka!
Czekałam więc nie przez wzgląd na niego, o nie, a przez fakt, iż dwie główne rolę grają w nim Emma Watson i Tom Hanks – moi ekranowi ulubieńcy.
ON: A tych państwa znam doskonale! :)
Efektem przed premierowego pokazu jest moje zupełne zmieszanie i natłok sprzecznych myśli… I nie chodzi tu o to, że film był beznadziejny, a moje oczekiwania zostały bezwzględnie zdeptane, nie o to. Film był o czymś, poruszył ciekawy wątek, aktorsko również fajnie i ze smakiem ALE… no trzymajcie mnie, co to za propaganda?!
ON: Trzymać Ciebie? To ja muszę walczyć ze sobą, aby nie wyjechać z jakimś rozbudowanym politycznym monologiem!
Mae (Emma Watson) to młoda kobieta pracująca na nazwijmy to miękkiej, telefonicznej windykacji. Na co dzień spędzająca swój służbowy czas w szarych, depresyjnych boksach. Pozbawiona perspektyw na rozwój, bez przyszłości i nie oszukujmy się – bez wiary, że cokolwiek ulegnie zmianie.
ON: Obraz młodego człowieka współczesnych czasów. Uczciwa, nieco wycofana osoba, bez znajomości, ale z dużym potencjałem męczy się w pracy bez perspektyw...
Dodatkowo z problemami rodzinnymi – ojciec chory na stwardnienie rozsiane bez prawa do finansowania leczenia. Smutek aż wylewał się z ekranu. I to rzewnie. Pewnego dnia odbiera telefon, który zmienia wszystko. Jej przyjaciółka Annie (Karen Gillan – znana, choć praktycznie nierozpoznawalna, z Strażnicy Galaktyki vol 2) załatwiła Mae rozmowę kwalifikacyjną w największej i najbardziej wpływowej firmie informatycznej – Krąg. Taka rozmowa, mili Państwo, jest nie tylko cudem, ale istnym darem od losu, gdyż firma jest zgoła inna niż jej obecna, z pozoru idealna pod każdym względem.
ON: Właściwie to bez znajomości i nieco farta nawet nie zostałaby zauważona Pełna zaangażowania, konsekwencji i we wsparciu rodziny i przyjaciół wyrusza więc odmienić swoje życie i wpada jak śliwka w kompot, a może raczej jak telegram w morze obserwowanych na każdym kroku emotikon.
The Circle. Krąg to pozycja o trudnym temacie prywatności pomieszanej z psychologią zachowań. Co mam na myśli? Otóż to, iż film podnosi ciekawą tezę, którą forsują wszyscy pracownicy i założyciele korporacji – jesteśmy bezpieczniejsi jeżeli jesteśmy obserwowani, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Non stop. No może z wyjątkiem spraw toaletowych – wiadomo, ale przykładowo preferencji łóżkowych już nie. Istny Big Brother. No więc teza jest taka, że człowiek obserwowany wypracowuje samoistne hamulce przed niewłaściwymi zachowaniami, a co za tym idzie nie popełnia zbrodni. I jest sobą. Jak dla mnie – odważnie, na czasie i… czysto propagandowo.
ON: Momentami aż mi się nóż w kieszeni otwierał. Nie chcę wchodzić w treść filmu, aby nie zarzucano mi spoilerów, ale napisać muszę chociaż to – film ma zadanie pokazać jak dobrą rzeczą jest inwigilacja nasz wszystkich. Naturalnie kojarzyło mi się to ze światem Orwella, tyle że z rozwiniętą technologią. Przekaz moim zdaniem bardzo niebezpieczny, który bez refleksji może podłapać wiele osób. Pamiętajmy, że powinniśmy żyć w świecie gdzie rządzi hasło „Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”. Wolnością jest także prywatność, której nie możemy pozwolić sobie odebrać – nawet w imię na pozór pięknych idei.
Tyle w ocenie fabuły. Teraz słów kilka o realizacji. Tutaj zaczynają się niestety schody, bo jakkolwiek rozpatrujemy podłoże fabuły i jej moralny sens, to nie możemy zaprzeczyć, iż całokształt przyciąga. Rozwiązania technologiczne – super, wywarcie myślotoku „a gdyby tak było naprawdę?” - super, aktorzy – ok!, a jednak całokształtowi daleko od ideału.
ON: Z tego względu mam właśnie ogromny dylemat. Z jednej strony treść filmu z którą się całkowicie nie zgadzam i forma przekazu jest dla mnie nie do zaakceptowania. Z drugiej strony… To była naprawdę solidna produkcja! Aktorsko zagrana świetnie! Pokazanie Circle jako firmy, otoczki wokół, pracowników i tego jak wpływa na świat – ukłony dla twórców! Niewiele jest rzeczy, do których mogę się doczepić pod kątem montażu.
Tak blisko, a jednak tak daleko. Gdzieś z tyłu głowy miałam jeszcze nadzieje, że zakończenie zwali z nóg, okaże całą niewygodną prawdę rozwiązań transmisji live i bycia zawsze online… ale nic z tych rzeczy.

Z bólem serca muszę przyznać, że spodziewałam się po tym filmie dużo więcej i zawiodłam się. 

średnia ocen 6,4
czyli... zaciekawił!

wtorek, 9 maja 2017

Uciekaj ! [recenzja]

By On 09:31
Powiem szczerze, że przed seansem obawiałem się tego filmu. Nie mam na myśli bynajmniej tego, że przerażą mnie elementy horroru. Bałem się, że moja recenzja będzie balansować na bardzo cienkiej linii poprawności politycznej jaka towarzyszy naszym czasom. W świecie gdzie słowa "Murzyn" lub "Żyd" użyte w jakimkolwiek kontekście wzbudzają w wielu grupach furię, która przeradza się w oskarżenia o rasizm i ksenofobię, zawsze staram się oceniać rzeczywistość w zgodzie z własnym sumieniem, nawet jeśli miałoby to zaboleć niektóre środowiska. Zwiastun filmu "Uciekaj!" (ang. Get Out /2017 / reż. Jordan Peele) na wejściu zrobił mocne wrażenie.
Ona: Sielankowe życie dwójki młodych ludzi przerywa dziwaczna wizyta w rodzinnym domu dziewczyny. Z pozoru zwykły film, dziwnie określony mianem horroru, aż okazuje się, że... wcale nie jest to przypadkowe.
Pokazał nam, że kwestia rasizmu zostanie odmieniona w tegorocznej produkcji przez wszystkie możliwe przypadki. Tak bardzo się bałem, że będzie to jedna wielka propagandowa papka pokazująca jak źle traktowani są czarnoskórzy przez białych. W myślach już byłem gotowy na inwektywy o ksenofobii i faszyzmie.
Ona: Nie miałam ani trochę podobnych obaw. Właściwie, to ze zwiastunów bardziej zapadł mi w pamięć inny motyw – ten psychologiczny i niemal abstrakcyjny niż to, że Get Out będzie kolejnym filmem z wątkiem o walce z rasizmem. I tak też było. Uciekaj! To głównie film psychologiczny, odzierający w każdym calu zbrodnie z motywów związanych z odcieniem skóry.
Na szczęście filmowy debiut (!) Jordana Peele okazał się na prawdę dobrym seansem psychologicznym łączącym najlepsze cechy thrilleru i horroru.
Czarnoskóry fotograf Chris Washington wiedzie szczęśliwe życie ze swoją kochającą dziewczyną Rose Armitage. Po pięciu miesiącach sielankowego związku przychodzi czas na poznanie rodziny wybranki serca. Chrisa bardzo stresuje fakt, że zarówno jego ukochana jak i jej rodzina to biali amerykanie z klasy wyższej.
Ona: Żyjący na małej wiosce, w hermetycznej społeczności białych ludzi.
Obawia się, że może zostać źle przyjęty przez swój kolor skóry, zwłaszcza, że Rose mówi mu, że jest jej pierwszym afroamerykańskim partnerem. Przy coraz bliższym poznawaniu rodziny Armitage i ich otoczenia, Chrisa spotykają coraz bardziej niepokojące sytuacje. Z każdą chwilą pobytu jego przerażenie wzrasta!
Ona: Słów kilka o tym otoczeniu... Każdy (!) uczestnik zorganizowanego przez rodziców Rose przyjęcia wręcz uwielbia ciemnoskórych. Są tacy umięśnieni, tacy przystojni i utalentowani. Chris im większą fascynacją jest otaczany tym czuje się mniej pewnie. I słusznie, gdyż wszystkie te uśmieszki pełne pozornej serdeczności, są zapowiedzią totalnej huśtawki emocji!
"Uciekaj" jest bardzo mocnym, kontrowersyjnym obrazem działającym na ukryte w nas emocje. Jest to film, który w mojej ocenie można interpretować na wiele sposobów. Reżyser postawił na temat, który towarzyszy nam niemal każdego dnia. Zaprosił na seans gdzie diametralnie inne role przypadają czarnoskórym i białymi. Jedni są bezbronni, drudzy bezwzględni. Wbrew pozorom ja w tym filmie nie widzę zbyt dużo rasizmu jako takiego. Za wszelką cenę staram się omijać spoilery i mam nadzieję, że to co napiszę nie zostanie za taki odebrany. Zacznę od tego, że w traktowaniu czarnoskórych bohaterów przez Armitagów nie ma za grosz rasizmu! Kierują się oni jedynie ważną kwestią dla siebie samych, niemającą nic wspólnego z żadną ideologią.
Ona: Ot, taka rodzinna pasja, przekazywana z pokolenia na pokolenie... pamiętajcie i nie dajcie się zwieźć, w tej produkcji nic nie jest takie na jakie wygląda.
Z podręcznikowego punktu widzenia rasizmem jest to, że ktoś gardzi i poniża pewne środowiska, tutaj mamy do czynienia ze zgoła odmienną sytuacją... Zadacie pytanie – "więc rasizmu nie było?" - odpowiadam – był! Był i to chyba
ten najgorszy. Ponieważ ten, który przynosi strach, ukryty w świadomości... czarnoskórych. Widzieliśmy w filmie "Uciekaj" młodych ludzi, którym układa się w życiu, a mimo wszystko czują, że społeczeństwo ich piętnuje i wytyka palcami przez kolor skóry. Afroamerykanie w filmie czują się gorsi od ich białych rodaków. Pokazuje to z jednej strony przerażającą rzeczywistość, gdzie zaszczepia się w głowach strach i wmawia nieuzasadnioną nienawiść ze strony innych. Wracając do filmu! Był on przepełniony emocjami, biły one z twarzy bohaterów. Fabuła była dość nieprzewidywalna i sądzę, że dla wielu finał mógł okazać się szokujący.
Ona: Jak dla mnie obrót spraw był... kapitalny. Siedziałam jak zaklęta na tym seansie i chłonęłam każdą scenę. Rzadko mi się to zdarza, zwykle gdzieś w pod koniec już wiem co jak i kto. Tutaj – przyznam się szczerze, zakończenie wbiło mnie w fotel. Pomimo wszechogarniającego od niemal początku przeświadczenia gdzieś z tyłu głowy, że będzie to film inny w pozytywnym sensie, niestereotypowy nie byłam w stanie określić dlaczego. Okazało, się że reżyser wpadł na pomysł godny niemal socjopaty! Gdy już zaczynasz wierzyć bohaterom, widzisz w nich niewinność... Wszystko wywraca się do góry nogami. Piękny, oryginalny pomysł! Było kilka skojarzeń m.in. Z opisywanym już u nas "Lekarstwem na życie", w podobnej tematyce, ale mimo wszystko – nowość w stu procentach.
Aktorzy grali na dobrym, lub bardzo dobrym poziomie. W połączeniu z oryginalną ścieżką dźwiękową dostaliśmy porządny klimat grozy.
Film przeznaczony jest z pewnością dla widza myślącego.
Ona: I dorosłego.
Nie serwuje nam wszystkiego na tacy, nie tłumaczy morału, ani postępowań bohaterów. Wszystko pozostawia do interpretacji widza. Ja w nim dostrzegłem to co napisałem wyżej, jestem przekonany, że na 10 przypadkowych osób nikt nie powie o "Uciekaj" tego samego. Należy to uznać za duży komplement. Gorąco polecam wszystkim, którzy lubią czasami "cięższe" filmy zmuszające do przemyśleń.
Ona: I takie z dreszczykiem emocji. Choć nie jest to horror. Thriller, dreszczowiec – ok, ale nie horror. Ja podskoczyłam w fotelu raz jeden jedyny.

średnia ocen 7,5
czyli... dobre kino!

Ukryte Piękno

Ukryte Piękno
recenzja

__

About me

Wszystkie filmy oceniamy w 5 kategoriach:

1- fabuła
2- dialogi/gra aktorska
3- fabuła/ realizacja
4- pod kątem gatunku
5- przyjemność z oglądania

w niezmiennej dziesięciostopniowej skali:

skala

opis

1

Nigdy w życiu!

2

Szkoda tracić czas...

3

W ostateczności

4

Na siłę

5

Można obejrzeć

6

Zaciekawił

7

Dobre kino

8

Prawie idealny

9

Wybitny

10

MAJSTERSZTYK!!


Odwiedziliście nas już

Zblogowani

zBLOGowani.pl