Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara [recenzja]
By
Unknown
On
19:38
In
zagraniczne
Ona: Uwaga, uwaga! Dobiliśmy do celu. W końcu. Nareszcie. Amen.
Kapitan
Sparrow (niezmiennie Johnny Depp) jak zwykle wpada w tarapaty.
Ona: Tarapaty kiepskiej gry aktorskiej. Ekhem.
Tym
razem spotykamy go na malowniczej wysepce na Karaibach, gdzie były
Kapitan Czarnej Perły topi swe smutki w litrach rumu. Po próbie
kradzieży największego skarbca jaki posiadała brytyjska korona
zostaje (po raz kolejny!) skazany na śmierć. Kim byłby jednak Jack
gdyby z pozoru beznadziejnej sytuacji nie przekuł w same pozytywy.
Przez mnóstwo zbiegów okoliczności poznaje młodego chłopaka
imieniem Henry, a nazwiskiem... Turner (Brenton Thwaites), oraz
piekielnie inteligentną Carinę Smyth (Kaya Scodelario).
Ona: W końcu jakiś Turner-Swan musi być na ekranie, skoro Orlando i Keira pożegnali się z ekranem w serii już jakiś czas temu.
Wszystkim
przyświeca jeden cel - odnaleźć legendarny Trójząb Posejdona,
który może dać władzę na wszystkich morzach i oceanach. Ach nie
wspomniałem o najważniejszym! Tytułowy Salazar (Javier Barden),
przechytrzony przed lata przez młodego Sparrowa poprzysiągł mu
(także tytułową) zemstę. Tak więc Sparrow musi radzić sobie po
pierwsze z morderczym Salazarem, po drugie znaleźć mistycznym
artefakt samego Boga mórz, a po trzecie opanować swoje
niepohamowanie w piciu. Gdzieś w tle oczywiście na swoich okrętach
czyha i Barbossa (Ian Rush) i brytyjska marynarka...
Ona: Znane twarze skutecznie wbijają widza w historię z poprzednich części. Jest to o tyle istotne, aby znać poprzednie, bo ta część nie nawołuję jedynie do tych nieznanych faktów z młodości Sparrowa, ale również tych już znanych. Stąd zachęcamy w tym miejscu do zapoznania się z recenzjami poprzednich części (klik!) oraz do obejrzenia ich na Chili.tv
Idąc
do kina miałem nadal przed oczami bardzo średnią część czwartą
sagi.
Ona: Kiepską.
Jeśli
dodam tego niezbyt pochlebne recenzje osób, które przedpremierowo
widziały pokaz "Zemsty Salazara" to z tyłu głowy
zapaliła mi się może nie czerwona, ale przynajmniej pomarańczowa
lampka.
Ona: Za to ja osobiście niechętnie poszłam. Roiło mi się w głowie od myśli o odgrzewanym kotlecie. Wizja kolejnej mało udanej części wisiała nade mną niczym gilotyna nad Sparrowem... Wolałam zostać pod kołderką.
Na
prawdę nie byłbym rozczarowany gdybym obejrzał choć przyzwoitą
produkcję. Duet norweskich reżyserów na szczęście zatopił moje
troski gdzieś w morskiej otchłani. Panowie Ronning i Sndberg
tchnęli w najnowszą odsłonę cyklu starego, dobrego ducha "Piratów
z Karaibów"! Znowu było mnóstwo świetnej akcji. Zawiła
fabuła wciągała swoimi kolejnymi wątkami. Znowu czułem, że
płynę w podróż z Kapitanem Jackiem Sparrowem i resztą załogi na
niezapomnianą przygodę. Z czystym sumieniem mogę napisać, że
dostałem to czym urzekły mnie pierwsze trzy części. Wiele wątków,
morskie legendy,
klątwy, intrygi! Ach czego chcieć więcej?Ona: Przydałoby się odrobinę więcej umiejętności aktorskich głównego bohatera – Sparrowa. Nie wiem co się dzieje z Deppem, ale ostatnio grać nie potrafi.
Do
tego wiele humorystycznych elementów, oraz to co najważniejsze –
w odróżnieniu od "czwórki" - znowu mieliśmy historię o
Piratach, a nie popierdółkach! Wszystko zgrało się w idealną
niczym Czarna Perła całość. Nie wiem nawet kiedy minęły te dwie
godziny na sali kinowej, ponieważ dostałem mnóstwo świetnej
rozrywki i przygody takiej jaką lubię.
Fani serii na pewno nie będą rozczarowani. Świetne efekty specjalne dopełniały pirackiego klimatu. Teraz jedynie zostaje mi odliczać do kolejnej odsłony, która mam nadzieje zostanie szybko ogłoszona!
Fani serii na pewno nie będą rozczarowani. Świetne efekty specjalne dopełniały pirackiego klimatu. Teraz jedynie zostaje mi odliczać do kolejnej odsłony, która mam nadzieje zostanie szybko ogłoszona!
Ona: Jestem niestety mniej przychylna tej części. Nie wniosła nic odkrywczego, a przypływ piątej części nie przyniósł żadnego
najmniejszego zaskoczenia! Kolejna zmiana reżysera – wyszła na + w porównaniu do części czwartej, natomiast ich świeże spojrzenie było niczym woń śniętej ryby. Mówię jak jest... Można obejrzeć. Wybrać się do kina i przesiedzieć, ale nie spodziewać się niczego wow. Efekty na wysokim poziomie. Kilka ciekawostek z przeszłości Jacka. Zakończenie kilku wątków, które pozostawały od 2011 roku w zawieszeniu. Byłoby to idealne zakończenie całości – po co dalej brnąć w historię, która umiera przez powieszenie, ale nie... Scena po napisach zapowiada kolejne części. Szczerze? Ludzi na seansie było wielu. Nikt nie wyszedł przed czasem, ale jakoś nikt też nie śmiał się w głos i podejrzewam, że gdzieś to się wszystko minęło z oczekiwaniami. Średniak. Obejrzeć z ciekawości i zapomnieć aż do części szóstej. Ahoj! (oby to było ostatnie moje ahoj na dłuuuższy czas...)
średnia ocen 6,8
czyli... dobre kino!






































